Kilka słów o mnie....

Blog ten to mój prywatny pamiętnik, więc piszę w nim, co mi się żywnie podoba, niezależnie od tego, co myślą inni.
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...

czwartek, 5 sierpnia 2010

to tak...

wprowadzam w Szkocji nowy zwyczaj - imieniny :) bo moje były 26ego lipca. bardzo mi się podobało, że Piter zabrał mnie do restauracji i dał pieniążki na kurtkę, którą sobie wypatrzyłam na ebayu :) ale nie mogłam znaleźć kiedy jest Piotra :P tzn. znalazłam, ale nie wiedziałam, która to z wielu dat. wychodzi chyba na to, że 29. czerwca, więc po ptokach :P

za 11 dni urlop!! nasz pierwszy wspólny wyjazd do Polski. chyba jestem bardziej podekscytowana niż zdenerwowana, więc pozytywnie. grunt, żeby pogoda była ładna, to nie będziemy się u mie na wsi nudzić :)

za to zdenerwowana jestem innym faktem. otóż wracamy 26ego, a 27ego odbieramy klucze od naszego pierwszego wspólnego (niestety wynajmowanego) mieszkania. poszukiwania były żmudne i długo bezowocne - a bo to cena nie taka, to lokalizacja do bani, a to ogrzewanie nie takie, a to parkingu nie ma a dwa auta trzeba gdzieś zmieścić...
mieszkanko jest malutkie, ale po wpakowaniu w nie trochę miłości pod tytułem "pół ikei" będzie fajne. i ma wannę :) mała rzecz a cieszy po miesiącach pod prysznicem:). kuchnia jest razem z livingiem ("pokojem dziennym") i jadalnią, więc fajnie, bo w końcu nie będę odizolowana przy garach :P i fajnie mi się zrobiło, jak Piter powiedział, że za każdym razem jak tamtędy przejeżdża to ma ochotę wjechać na naszą uliczkę :)
no ale oprócz radości są też stresy... bo po pierwsze wyprowadza się z domu rodzinnego, więc jest przyzwyczajony, że mamusia pierze, prasuje, gotuje i... daje piątaka na lunch(!!!).
boję się o kasę, bo ja spłacam pożyczkę, on spłaca auto, więc może być cienko, tzn. ja jestem przyzwyczajona, ale on nie bardzo, i nie chcę, żeby potem odreagowywał na mnie brak kasy na zbytki i przyjemności. także jak zawsze medal ma dwie strony... nic, zobaczymy jak to będzie...

a, no i chwała Piterowi, że namówił mnie, żebym kupiła auto wcześniej niż musiałam, bo dość pokrętną drogą, ale wydedukowałam, że mój były nie płaci ubezpieczenia za poprzednie auto. no szlag normalnie może człowieka trafić! a co jakbym się rozpieprzyła?! bosz, co za debil...
[mały updejt: właśnie przyszedł zobaczyć auto, bo nie odpaliło mi ostatnio, więc potwierdził moją tezę, że to akumulator, oddałam mu kluczyki - jeszcze niech tylko odda mi resztę kasy i paszoł won! i się uśmiałam, bo powiedział "i nie chudnij już wiecej" - no tak, odkąd mnie poznał ja schudłam jakieś 30kg, ale on za to wygląda jak pączuś w maśle]

no, to idę szperać w ikea.com :P