"wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni... "
współlokatorzy pojechali do Polski na urlop. no i czym się tu ekscytować?? otóż Peter przywiózł większość swoich ubrań do mnie, bo szczoteczkę do zębów już tu ma, dostał klucze od domu... i tak sobie oto pomieszkamy razem przez kilka dni, taki okres próbny hehe...
chłopczyk mój to typ sportowca, non stop aktywny, tu piłka, tu kickboxing i takie tam, wiec nadwaga mu nie grozi. ugotowałam dzisiaj na obiad placki po węgiersku, więc stwierdził że jak mu będę takie rzeczy gotować, to chyba jednak będzie gruby... i poszedł sobie nałożyć drugi talerz ;)
klamka zapadła, bilety do PL kupione na 16 sierpnia :) oby tylko pogoda dopisała, bo jak nie to umrzemy z nudów... o, a przed tym mama przyjeżdża mnie odwiedzić :) w Dzień Mamy :)
Kartki z pamiętnika pewnej wiecznie niezadowolonej z życia emigrantki. I o tym jak to jest dzielić życie z obcokrajowcem, który jest tubylcem :)
Kilka słów o mnie....
Blog ten to mój prywatny pamiętnik, więc piszę w nim, co mi się żywnie podoba, niezależnie od tego, co myślą inni.
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...
sobota, 23 stycznia 2010
poniedziałek, 18 stycznia 2010
tak jakoś wychodzi, że cały czas gadamy o jakichś takich dziwnych rzeczach jak dom, małżeństwo, dzieci itp. no ale chyba się rozpędziłam, bo chyba aż tak strasznie mu nie odwaliło. co mam na myśli?? po kilku różnych tekstach Pitera w pewnym momencie przyszło mi do głowy, że może wpaść na pomysł, żeby się oświadczyć w Walentynki... ale chyba mnie jednak poniosło. dziwne to takie, bo z jednej strony to bym chciała już, teraz, natychmiast, ale z drugiej to co przeżywamy teraz jest takie niepowtarzalne, dalekie od rutyny i nudy...
ale żeby nie było, jutro albo pojutrze kupujemy bilety lotnicze na urlop w Polsce!! zabieram mojego Szkocika do domu na kilka dni w sierpniu. a co, niech zobaczy, że w Polsce ludzie nie mieszkają na drzewach hehe.
a z ciekawostek, na tę samą siłownię, na którą chodzi Piter chodzi też koleś, którego poznałam jeszcze za czasów Exa. bo to jego kumpel. no i jak się okazało Piotr (też :)) bardzo lubi mojego Pitera... ale mało nie spadłam z krzesła, jak się dowiedziałam, że Ex jakoś się dowiedział, że dwa Piotry się znają i chodzą na tą samą siłownię, i był na tyle bezczelny żeby do Piotrka zadzwonić i o tym pogadać! nie wiem dokładnie co i jak, ale brzmi dziecinnie, prostacko i cholera wie jeszcze jak! chyba zagmatwałam to trochę, no ale cóż...
czas na szluga i lulu... a jutro, po pracy będzie fajny dzień :) mam obiecane :)
ale żeby nie było, jutro albo pojutrze kupujemy bilety lotnicze na urlop w Polsce!! zabieram mojego Szkocika do domu na kilka dni w sierpniu. a co, niech zobaczy, że w Polsce ludzie nie mieszkają na drzewach hehe.
a z ciekawostek, na tę samą siłownię, na którą chodzi Piter chodzi też koleś, którego poznałam jeszcze za czasów Exa. bo to jego kumpel. no i jak się okazało Piotr (też :)) bardzo lubi mojego Pitera... ale mało nie spadłam z krzesła, jak się dowiedziałam, że Ex jakoś się dowiedział, że dwa Piotry się znają i chodzą na tą samą siłownię, i był na tyle bezczelny żeby do Piotrka zadzwonić i o tym pogadać! nie wiem dokładnie co i jak, ale brzmi dziecinnie, prostacko i cholera wie jeszcze jak! chyba zagmatwałam to trochę, no ale cóż...
czas na szluga i lulu... a jutro, po pracy będzie fajny dzień :) mam obiecane :)
czwartek, 7 stycznia 2010
środa, 6 stycznia 2010
długo mnie nie było, bona nic nie mam czasu, praca a po pracy cały mój czas absorbuje Peter... więc w skrócie co się działo...
pogoda można rzec jak z bajki, biało i mroźno, czegoś takiego świat nie widział od lat... wszystko fajnie, tylko strach jeździć autem, no i w domu kicha, bo ogrzewania jako takiego nie ma, więc trzeba walczyć z jakimiś śmiesznymi farelkami... ja już chcę lato!!
a więc święta były po szkocku... w wigilię ryba z frytkami i takie tam hehe. prezentów tyle co w tym roku, to chyba w całym swoim życiu łącznie nie dostałam... Petera trochę poniosło i jak sobie przeliczyłam ile wydał, to złapałam się za głowę. wariat!! dostałam m.in. dżinsy G-Stara, bluzę Diesela, koszulkę SuperDry, dwanaście róż i kupę innych rzeczy... ale najfajniejszy prezent to była płyta, którą Peter dla mnie nagrał. są na niej wszystkie piosenki, które mają dla nas jako pary jakieś znaczenie, które coś nam przypominają :)
ogólnie było przesympatycznie i minęło jak z bicza strzelił...
no i najważniejsze... pierwszego dnia świąt Peter w końcu wydusił z siebie, że mnie kocha!! myślałam, że nigdy mi tego nie powie!! :)
sylwester bardzo spokojny, poszliśmy na Princess Street oglądać fajerwerki. zmarzliśmy kosmicznie, w końcu to zima stulecia ;) i niedługo po fajerwerkach pojechaliśmy do jego domu, opatuliliśmy się kołdrą i gadaliśmy prawie do 5ej rano popijając drinki...
ostatnie dwa dni i noce spędziliśmy non stop razem, jak zwykle zresztą kiedy oboje mamy wolne. dziś pojechaliśmy na zakupy, i jakież było moje zdziwienie, kiedy moje chłopczę zaciągnęło mnie do... jubilera! ja nie noszę biżuterii wcale, żadnej, więc postanowił, że pójdziemy zmierzyć mi palec teraz, żeby za jakiś czas mógł mnie zaskoczyć pierścionkiem zaręczynowym... przysięgam, ręka trzęsła mi się masakrycznie! takich emocji się nie spodziewałam... matko, to już? hehe. może i szybko, ale na to wykładam! bo wiem, że to on! że to na niego czekałam :) a mama się cieszy, wiec chyba wszystko w normie! :D
pogoda można rzec jak z bajki, biało i mroźno, czegoś takiego świat nie widział od lat... wszystko fajnie, tylko strach jeździć autem, no i w domu kicha, bo ogrzewania jako takiego nie ma, więc trzeba walczyć z jakimiś śmiesznymi farelkami... ja już chcę lato!!
a więc święta były po szkocku... w wigilię ryba z frytkami i takie tam hehe. prezentów tyle co w tym roku, to chyba w całym swoim życiu łącznie nie dostałam... Petera trochę poniosło i jak sobie przeliczyłam ile wydał, to złapałam się za głowę. wariat!! dostałam m.in. dżinsy G-Stara, bluzę Diesela, koszulkę SuperDry, dwanaście róż i kupę innych rzeczy... ale najfajniejszy prezent to była płyta, którą Peter dla mnie nagrał. są na niej wszystkie piosenki, które mają dla nas jako pary jakieś znaczenie, które coś nam przypominają :)
ogólnie było przesympatycznie i minęło jak z bicza strzelił...
no i najważniejsze... pierwszego dnia świąt Peter w końcu wydusił z siebie, że mnie kocha!! myślałam, że nigdy mi tego nie powie!! :)
sylwester bardzo spokojny, poszliśmy na Princess Street oglądać fajerwerki. zmarzliśmy kosmicznie, w końcu to zima stulecia ;) i niedługo po fajerwerkach pojechaliśmy do jego domu, opatuliliśmy się kołdrą i gadaliśmy prawie do 5ej rano popijając drinki...
ostatnie dwa dni i noce spędziliśmy non stop razem, jak zwykle zresztą kiedy oboje mamy wolne. dziś pojechaliśmy na zakupy, i jakież było moje zdziwienie, kiedy moje chłopczę zaciągnęło mnie do... jubilera! ja nie noszę biżuterii wcale, żadnej, więc postanowił, że pójdziemy zmierzyć mi palec teraz, żeby za jakiś czas mógł mnie zaskoczyć pierścionkiem zaręczynowym... przysięgam, ręka trzęsła mi się masakrycznie! takich emocji się nie spodziewałam... matko, to już? hehe. może i szybko, ale na to wykładam! bo wiem, że to on! że to na niego czekałam :) a mama się cieszy, wiec chyba wszystko w normie! :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)