Kilka słów o mnie....

Blog ten to mój prywatny pamiętnik, więc piszę w nim, co mi się żywnie podoba, niezależnie od tego, co myślą inni.
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...

wtorek, 15 maja 2012

Bloggerowi coś się stało odkąd to byłam ostatnio, jakiś dziwny jest.

Nie chce mi się pisać. Wena mnie opuściła. Coś przychodzi mi do głowy, stwierdzam, że warto by o tym napisać, a potem... zapominam.
Więc w skrócie.

Pitol i rodzina Pitola sieje panikę, że wrócę do Polski na stałe. Bo zdarzyło mi się walnąć, że w Polsce (w czasie gdy to mówiłam) temperatury dochodzą do 35st.C, i że wolałabym być tam a nie tu - gdzie w nocy jest około 5 stopni, a w dzień szalone 10. A może dlatego, że musiałam powiedzieć coś, że jak pojadę do Polski na urlop to już nie wrócę :P
Ot, durna baba. Chciałam tylko, żeby P powiedział coś w stylu "och, kochanie, nie rób tego" ;P
Efekt - jak zawsze - odwrotny.
Pitol powiedział, że jego ojciec ostatnio pytał, czy ja faktycznie zamierzam tak zrobić, i co by było w takim razie jakbyśmy mieli dziecko.
Matko boska...
Chyba naprawdę muszę zacząć uważać na to, co mówię.

Poza tym bez zmian. Życie z dnia na dzień. Raz lepiej, raz gorzej.

Na mamę czekam, jeszcze tylko 10 dni :) Tylko jak się cholera pogoda nie poprawi, to ja nie wiem co ja tu z nią zrobię. Bo przecież ona nawet nie zrozumie, co w telewizorze...