Święta, święta i po świętach. I o co tyle krzyku?
Muszę przyznać, że Mikołaj się postarał w tym roku. Dostałam:
piżamę
kalosze (w kwiatuszki, takie jakie chciałam hihi)
szlafrok
hot water bottle (nie pamiętam jak się nazywa po polsku)
skarpetki
kubek i pojemnik z gorącą czekoladą
tshirt Superdry
świeczki
skarpetki
kosmetyki
zestaw szczotek do włosów
czapkę
prostownicę do włosów
perfumy Gucci
2 książki
voucher na masaż pleców
bilet na występ Michaela McIntyre :) - na ten niestety muszę poczekać do listopada 2012!!! bo na ten termin były dostępne bilety...
Kartki z pamiętnika pewnej wiecznie niezadowolonej z życia emigrantki. I o tym jak to jest dzielić życie z obcokrajowcem, który jest tubylcem :)
Kilka słów o mnie....
Blog ten to mój prywatny pamiętnik, więc piszę w nim, co mi się żywnie podoba, niezależnie od tego, co myślą inni.
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...
poniedziałek, 26 grudnia 2011
sobota, 24 grudnia 2011
Pitolowe urodziny udały się nad wyraz. Tort, który upiekłam smakował wszystkim, nawet Pitolowi, no i dekoracja też wyszła tak, jak chciałam.

Poszliśmy do pubu, gdzie P cały czas powtarzał, że nie idzie na miasto. Wystarczyło kilka drinków, i sam mnie ciągnął do taksówki. Balet udał się bardzo, przekonałam się, że chyba nadal mam to coś - jak bym chciała, to bym coś wyrwała :D
A następnego dnia nawet nie miałam kaca :)
Ale co najważniejsze - najgorsze za mną :) Po raz pierwszy od pięciu lat okres przedświąteczny okazał się w pracy relatywnie łatwy, zamówień nie było tyle co w poprzednich latach, wyrobiliśmy się zanim na sklep zaczęły napierać dzikie tłumy. Nawet wstawanie o 2.30 rano nie bolało tak bardzo :P Stresu było niewiele więcej niż w normalne dni. Był wprawdzie jeden incydent, ale nie chce mi się nawet o tym pisać. Na koniec wczorajszej zmiany dostałam flaszkę od mojego menadżera i flaszkę od mojego współ-sekszyn lidera z życzeniami wesołych świąt. Z tymi flaszkami na pewno będą wesołe. A tak na serio, to miło mi się zrobiło.
A i zabawnie jest być szefem własnego faceta :)
Teraz mam 3 dni wolnego. Szaleństwo! Dziś cały dzień stałam w kuchni. Zrobiłam sobie uszka i sałatkę warzywną, a potem piekłam ciastka na prezenty:

W międzyczasie zadzwoniła mama z życzeniami i przekazał telefon dookoła stołu. Łezka mi się zakręciła, bo tak strasznie za nimi tęsknię... I tak bardzo chciałabym tam być z nimi.
Moja wigilia? Skończyłam już "bawić" się w kuchni, a teraz siedzę przed telewizorem. Ekscytujące. Idę flaszkę otworzyć. A prezenty - po brytyjsku - otwieramy jutro.
Tak więc Wam kochani życzę wesołych, rodzinnych świąt, mnóstwa prezentów i dobrego humoru!
Poszliśmy do pubu, gdzie P cały czas powtarzał, że nie idzie na miasto. Wystarczyło kilka drinków, i sam mnie ciągnął do taksówki. Balet udał się bardzo, przekonałam się, że chyba nadal mam to coś - jak bym chciała, to bym coś wyrwała :D
A następnego dnia nawet nie miałam kaca :)
Ale co najważniejsze - najgorsze za mną :) Po raz pierwszy od pięciu lat okres przedświąteczny okazał się w pracy relatywnie łatwy, zamówień nie było tyle co w poprzednich latach, wyrobiliśmy się zanim na sklep zaczęły napierać dzikie tłumy. Nawet wstawanie o 2.30 rano nie bolało tak bardzo :P Stresu było niewiele więcej niż w normalne dni. Był wprawdzie jeden incydent, ale nie chce mi się nawet o tym pisać. Na koniec wczorajszej zmiany dostałam flaszkę od mojego menadżera i flaszkę od mojego współ-sekszyn lidera z życzeniami wesołych świąt. Z tymi flaszkami na pewno będą wesołe. A tak na serio, to miło mi się zrobiło.
A i zabawnie jest być szefem własnego faceta :)
Teraz mam 3 dni wolnego. Szaleństwo! Dziś cały dzień stałam w kuchni. Zrobiłam sobie uszka i sałatkę warzywną, a potem piekłam ciastka na prezenty:
W międzyczasie zadzwoniła mama z życzeniami i przekazał telefon dookoła stołu. Łezka mi się zakręciła, bo tak strasznie za nimi tęsknię... I tak bardzo chciałabym tam być z nimi.
Moja wigilia? Skończyłam już "bawić" się w kuchni, a teraz siedzę przed telewizorem. Ekscytujące. Idę flaszkę otworzyć. A prezenty - po brytyjsku - otwieramy jutro.
Tak więc Wam kochani życzę wesołych, rodzinnych świąt, mnóstwa prezentów i dobrego humoru!
środa, 7 grudnia 2011
Póki co, chyba nie jest najgorzej (???)
Pracuję średnio 9-11 godzin dziennie. Najgorsze jednak przede mną - święta. Tak, tak, najgorsze... Każdy kto pracuje w handlu potwierdzi, że nic tak nie obrzydza świąt bożego narodzenia, jak praca w sklepie. Aż mnie trzęsie na samą myśl, bo będzie kupa stresu, z przewagą kupy, i praca po -naście godzin dziennie. Mam nadzieję, że zleci szybko, i w miarę bezboleśnie.
Póki co miałam jedną zmianę, podczas której miałam zostać sama, ale przez to, co się działo, mój "współ-sekszyn lider" zaliczył 15-godzinną zmianę. Nie wiem jak on daje radę, zwłaszcza że ma z tego co pamiętam 66 lat. Ja jestem wykończona po około 9.
Ale wracając do sedna, trochę się przestraszyłam, że nie dam sobie rady, gdy zostanę tam sama. To był jeden z tych dni, kiedy wszystko poszło źle.
Jeden van się zepsuł, więc go podmieniliśmy na drugi. Zostaliśmy bez dodatkowego, więc wysłaliśmy dwóch kierowców, żeby pojechali dodatkowy pożyczyć - wrócili późno, więc ich dostawy były spóźnione, a za każde spóźnienie dostajemy konkretny opieprz. Mało? Wtedy kolejny kierowca zadzwonił, że miał wypadek! Cały rozstrzęsiony... Wpadł w poślizg i skasował przód vana na drzewie. Nic mu się nie stało, ale że był to jego 7 incydent, już nie będzie kierował, więc będzie nam brakowało kierowców. I kółko się zamyka. Potem zadzwoniła kobiecina ze skargą. No i tu zwątpiłam w siebie, bo zrozumiałam, że jeden z naszych vanów uderzył w tył jej auta, a okazało się, że przeoczyłam słowo "prawie". A prawie robi różnicę :(
Gdy już myślałam, że to już koniec, kolejny kierowca zadzwonił, że jego van się zepsuł. A ja prawie wychodziłam do domu. To wszystko mi uświadomiło, że jeszcze mam dużo do nauczenia, dużo cierpliwości do zyskania. I jak wiele próblemów jeszcze nie umiem roziązać sama...
W związku z tym, że Pitol był u nas kiedyś kierowcą (i tam go właśnie poznałam), w związku z tym że znowu musimy zatrudnić nowego/-ych kierowcę/-ów, zwłaszcza takich na których można liczyć, mój współ-sekszyn lider spytał, czy P nie chciał by do nas wrócić. A że Pitol aktualnie szuka pracy na część etatu, żeby dorobić do pożyczki studenckiej, być może wkrótce znów będzie pracował w mojej firmie. Się okaże czy to dobry pomysł, choć fakt jest taki, że zmiany by się nam nie pokrywały...
A tymczasem idę zmyć makijaż i do wyra, bo jutro trzeba to wszystko zrobić jeszcze raz, od nowa...
PS. Właśnie zapakowałam Pitolowe prezenty na jego sobotnie urodziny. Ale radocha :)
PS2. Czeka mnie jeszcze upieczenie i udekorowanie Pitolowi torta urodzinowego, na co sama zgłosiłam się na ochotnika :P
PS3. W zasadzie to zakończyłam kupowanie prezentów świątecznych :)
PS4. Nie musiałam brać pożyczki, ani nawet tykać karty kredytowej - straczyło mi kasy :D Łuu huu :)
Pracuję średnio 9-11 godzin dziennie. Najgorsze jednak przede mną - święta. Tak, tak, najgorsze... Każdy kto pracuje w handlu potwierdzi, że nic tak nie obrzydza świąt bożego narodzenia, jak praca w sklepie. Aż mnie trzęsie na samą myśl, bo będzie kupa stresu, z przewagą kupy, i praca po -naście godzin dziennie. Mam nadzieję, że zleci szybko, i w miarę bezboleśnie.
Póki co miałam jedną zmianę, podczas której miałam zostać sama, ale przez to, co się działo, mój "współ-sekszyn lider" zaliczył 15-godzinną zmianę. Nie wiem jak on daje radę, zwłaszcza że ma z tego co pamiętam 66 lat. Ja jestem wykończona po około 9.
Ale wracając do sedna, trochę się przestraszyłam, że nie dam sobie rady, gdy zostanę tam sama. To był jeden z tych dni, kiedy wszystko poszło źle.
Jeden van się zepsuł, więc go podmieniliśmy na drugi. Zostaliśmy bez dodatkowego, więc wysłaliśmy dwóch kierowców, żeby pojechali dodatkowy pożyczyć - wrócili późno, więc ich dostawy były spóźnione, a za każde spóźnienie dostajemy konkretny opieprz. Mało? Wtedy kolejny kierowca zadzwonił, że miał wypadek! Cały rozstrzęsiony... Wpadł w poślizg i skasował przód vana na drzewie. Nic mu się nie stało, ale że był to jego 7 incydent, już nie będzie kierował, więc będzie nam brakowało kierowców. I kółko się zamyka. Potem zadzwoniła kobiecina ze skargą. No i tu zwątpiłam w siebie, bo zrozumiałam, że jeden z naszych vanów uderzył w tył jej auta, a okazało się, że przeoczyłam słowo "prawie". A prawie robi różnicę :(
Gdy już myślałam, że to już koniec, kolejny kierowca zadzwonił, że jego van się zepsuł. A ja prawie wychodziłam do domu. To wszystko mi uświadomiło, że jeszcze mam dużo do nauczenia, dużo cierpliwości do zyskania. I jak wiele próblemów jeszcze nie umiem roziązać sama...
W związku z tym, że Pitol był u nas kiedyś kierowcą (i tam go właśnie poznałam), w związku z tym że znowu musimy zatrudnić nowego/-ych kierowcę/-ów, zwłaszcza takich na których można liczyć, mój współ-sekszyn lider spytał, czy P nie chciał by do nas wrócić. A że Pitol aktualnie szuka pracy na część etatu, żeby dorobić do pożyczki studenckiej, być może wkrótce znów będzie pracował w mojej firmie. Się okaże czy to dobry pomysł, choć fakt jest taki, że zmiany by się nam nie pokrywały...
A tymczasem idę zmyć makijaż i do wyra, bo jutro trzeba to wszystko zrobić jeszcze raz, od nowa...
PS. Właśnie zapakowałam Pitolowe prezenty na jego sobotnie urodziny. Ale radocha :)
PS2. Czeka mnie jeszcze upieczenie i udekorowanie Pitolowi torta urodzinowego, na co sama zgłosiłam się na ochotnika :P
PS3. W zasadzie to zakończyłam kupowanie prezentów świątecznych :)
PS4. Nie musiałam brać pożyczki, ani nawet tykać karty kredytowej - straczyło mi kasy :D Łuu huu :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)