Jest czwartek. Mam wolne. Pierwszy raz od niewiadomo kiedy pada deszcz, a ja jestem uziemiona w domu, bo Pitol pojechał do pracy moim autem, a ja jego auto odwiozłam do mechanika na przegląd. I nie mam co robić :) Rzadko mi się zdarza nuda - a może nie nuda, tylko słodkie nic-nierobienie z wyboru. Bo muszę przystopować ze sprzątaniem, bo już mi na psychikę zaczęło wsiadać.
Więc pomalowałam paznokcie. Wypiłam kawkę. Poczytałam na moim Nooku, ale niestety był bliski rozładowania, więc musiałam go podłączyć, a wtedy niestety nie można czytać... Zaraz pójdę sobie wycisnąć trochę soku na mojej nowej zabawce ;P
Ot, słodkie lenistwo.
A poza tym coś się popsuło na moim blogu, a ja, jako totalny laik nie umiem naprawić :( Otóż moje zakładki zamiast znajdować się w pasku po prawej stronie, zdecydowały się przenieść na sam dół bloga. Strasznie mnie to wkurza. Myślałam, że to coś z szablonem, ale zmieniłam go na inny, ale problem pozostał. Próbowałam też wyguglać co i jak, ale może wpisuję nie to co trzeba. Spotkał się ktoś z czymś takim?
Kartki z pamiętnika pewnej wiecznie niezadowolonej z życia emigrantki. I o tym jak to jest dzielić życie z obcokrajowcem, który jest tubylcem :)
Kilka słów o mnie....
Blog ten to mój prywatny pamiętnik, więc piszę w nim, co mi się żywnie podoba, niezależnie od tego, co myślą inni.
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...
czwartek, 25 lipca 2013
sobota, 20 lipca 2013
Muszę przyznać, że jestem w dość głębokim szoku. Mieszkam w Szkocji już 7 (!!!) lat. Jak dotąd każdego lata góra przez tydzień była letnia pogoda, czyli w jak na tutejsze warunki temperatury od 18, do szaleńczych 22st.C. I koniec. Potem tylko deszcz i psia juha, temperatury międzi 14 a 18 stopni, czyli zawsze za zimno na sukienki, szorty i sandały - dwóch ostatnich nie miałam tu na dupie więcej niż pięć razy w ciągu tych siedmiu lat. A w tym roku szok! Zaczęło się podczas przyjazdu mojej mamy, która nie mogła wyjść z podziwu, że pierwszą tegoroczną opaleniznę zyskała włąśnie u mnie, a nie w Polsce. Od tamtej pory, czyli początku czerwca, nie mogę sobie nawet przypomnieć, kiedy ostatnio padało. Codzień nalewam wody do wiadereczka i pędzę w dół po schodach, by podlać me plony na ogródku, bo by mi wszystko pousychało. Codzień budzi mnie słonko zaglądając ciekawie przez szparki w roletach. Noszę krótkie spodenki, i - uwaga, rzecz wczęsniej nie widziana - sandałki! I nawet parę razy udało mi się spocić. Zwłaszcza w pracy, gdzie nie działa klima, tylko używamy jakichś śmiesznych wiatraczkó, więc pot się leje po dupie, bo w biurze jest 27 stopni... (w sumie to powinniśmy odmówić pracy :P). A ogólnie do pracy w taką pogodę się chodzić nie chce, bo skoro wiem, że będę w domu koło 6ej i już będzie po upale... Mój samochód okazał się koszmarkiem przy takiej pogodzie, bo czarny, i nagrzewa się jak puszka... Żeby nie było watpliwości - ja nie narzekam, ja wyśpiewuję hymny pochwalne na cześć upału :)
Aż się kurna jakoś tak bardziej chce zyć :)
A tu jeden z plonów mego ogródeńka :
Co do Pitola, to chyba za szybko się pochwaliłam. Wprawdzie dostał już uniform, i nawet darmową przejazdówkę do pracy, a nawet zezwolenie na parking pracowniczy, to właśnie uwalił pierwszy egzamin. Ma jeszcze tylko dwie szanse i tyle. Jak zda, to kolejny egazmin, a potem kolejny. Jak nie zda, to podziękowali... Nie zdał on, i jeszcze jeden koleś na dziewięciu. Pitolowi zabrakło jednego punktu. Sram się przed jego poprawką chyba bardziej niż on...
Tymczasem właśnie zdałąm sobie sprawę, że to już pół roku mojej nowej pracy. Bosz, jak to leci...
No i odliczam już dni do mojego wyjazdu do Polandu, jeszcze tylko 3 tygodnie :) Pitol pewnie rozniesie chałupę jak mnie nie będzie... :P A zasyfi całkowicie, to na pewno...
Aż się kurna jakoś tak bardziej chce zyć :)
A tu jeden z plonów mego ogródeńka :
Co do Pitola, to chyba za szybko się pochwaliłam. Wprawdzie dostał już uniform, i nawet darmową przejazdówkę do pracy, a nawet zezwolenie na parking pracowniczy, to właśnie uwalił pierwszy egzamin. Ma jeszcze tylko dwie szanse i tyle. Jak zda, to kolejny egazmin, a potem kolejny. Jak nie zda, to podziękowali... Nie zdał on, i jeszcze jeden koleś na dziewięciu. Pitolowi zabrakło jednego punktu. Sram się przed jego poprawką chyba bardziej niż on...
Tymczasem właśnie zdałąm sobie sprawę, że to już pół roku mojej nowej pracy. Bosz, jak to leci...
No i odliczam już dni do mojego wyjazdu do Polandu, jeszcze tylko 3 tygodnie :) Pitol pewnie rozniesie chałupę jak mnie nie będzie... :P A zasyfi całkowicie, to na pewno...
piątek, 5 lipca 2013
Mama była i pojechała. Czas zleciał niesamowicie szybko – nawet nie zdążyła mnie dobrze zdenerwować. Pogoda była nawet przyzwoita, jak na tutejsze warunki...
I wyjazd do Londynu tez zaliczony. I zakończony na szczęście sukcesem. Pitol nie mógł się powstrzymać, więc zachowywał się jak typowy turysta – zabrał mnie nawet na wycieczkę tour busem :) Była ładna pogoda, i dzięki temu mogliśmy zobaczyć większość atrakcji. Jedną z nich był spacerek po Harrodsie podczas którego wpadliśmy na nikogo innego jak ... Rihannę!! Niestety jej goryl kazał mi skasować zdjęcie, które jej ukradkiem zrobiłam – miał ze dwa metry wzrostu i nie miałam odwagi się z nim kłócić
Na tym ostatnim zdjęciu, ten mały. ledwie dostrzegalny niebieski punkcik, to Królowa Elżbieta :)
Najważniejszy cel podróży, czyli rozmowa o wizę do USA to był żart, w sensie organizacji ambasady, ale już mi się nawet nie chce na nich strzępić języka. Grunt, że wizę dostałam, na 10 lat. Tylko nie bardzo wiem jak to się ma do ważności paszportu, bo ten mi wygasa w 2019, a wiza 2023? Cholera wie...
No i bilety do NY też już zakupione, normalnie aż mnie trzęsie z radości... :P Wyjeżdżamy 7 listopada, na 15 dni!!! :D
Z newsów, Pitolek w końcu dostał pracę, na pełen etat, całkiem niezłą pracę, i nienajgorzej płatną. Zaczyna kurs przygotowawczy 15 lipca, i jeśli pracy tej nie znienawidzi, to może być to praca na całe życie, która zapewni mu tez emeryturę itp. No i zapewni nam jako takie poczucie bezpieczeństwa finansowego...
Poza tym jest mi smutno, że przez to, że mieszkam tu o tylu wydarzeniach dowiaduję się z ryjoksiążki. Wiem, że to naturalna kolej rzeczy, że o mnie nie pamiętają, w końcu to juz 7 lat jak nie mieszkam w Polsce. Śluby, ciąże i tym podobne zdarzenia z życia moich niegdyś przyjaciół/znajomych, wszystko widzę tylko dzięki netowi – a co jakby go nie było? Niby nic, a jeszcze trochę boli...
A kończąc, tak na nieco pozytywniejszą nutę. Mam co najmniej raz na miesiąc rozmowę z moją menadżerką, a propos moich postępów itp. Rozmawiałyśmy wprawdzie o czym innym, ale jako wniosek do części rozmowy powiedziała, że „choćby jej by bardzo odpowiadało, żebym pracowała w tym dziale, na tym stanowisku przynajmniej do jej emerytury, ale jest pewna że na to nie ma szans”. Cokolwiek to by miało znaczyć :)
PS. Mało mnie tu ostatnio, bo zaabsorbował mnie mój mały ogródeczek, no i przeprosiłam się trochę z książkami ;) Tzn. kupiłam sobie Nooka (czytnik książek), i przerabiam całą Jeżycjadę . Tak, tak, wiem, to książki dla nastolatek, ale tak jakoś mnie naszło, żeby je sobie przeczytać raz jeszcze... I dobrze mi z tym :P
I wyjazd do Londynu tez zaliczony. I zakończony na szczęście sukcesem. Pitol nie mógł się powstrzymać, więc zachowywał się jak typowy turysta – zabrał mnie nawet na wycieczkę tour busem :) Była ładna pogoda, i dzięki temu mogliśmy zobaczyć większość atrakcji. Jedną z nich był spacerek po Harrodsie podczas którego wpadliśmy na nikogo innego jak ... Rihannę!! Niestety jej goryl kazał mi skasować zdjęcie, które jej ukradkiem zrobiłam – miał ze dwa metry wzrostu i nie miałam odwagi się z nim kłócić
Na tym ostatnim zdjęciu, ten mały. ledwie dostrzegalny niebieski punkcik, to Królowa Elżbieta :)
Najważniejszy cel podróży, czyli rozmowa o wizę do USA to był żart, w sensie organizacji ambasady, ale już mi się nawet nie chce na nich strzępić języka. Grunt, że wizę dostałam, na 10 lat. Tylko nie bardzo wiem jak to się ma do ważności paszportu, bo ten mi wygasa w 2019, a wiza 2023? Cholera wie...
No i bilety do NY też już zakupione, normalnie aż mnie trzęsie z radości... :P Wyjeżdżamy 7 listopada, na 15 dni!!! :D
Z newsów, Pitolek w końcu dostał pracę, na pełen etat, całkiem niezłą pracę, i nienajgorzej płatną. Zaczyna kurs przygotowawczy 15 lipca, i jeśli pracy tej nie znienawidzi, to może być to praca na całe życie, która zapewni mu tez emeryturę itp. No i zapewni nam jako takie poczucie bezpieczeństwa finansowego...
Poza tym jest mi smutno, że przez to, że mieszkam tu o tylu wydarzeniach dowiaduję się z ryjoksiążki. Wiem, że to naturalna kolej rzeczy, że o mnie nie pamiętają, w końcu to juz 7 lat jak nie mieszkam w Polsce. Śluby, ciąże i tym podobne zdarzenia z życia moich niegdyś przyjaciół/znajomych, wszystko widzę tylko dzięki netowi – a co jakby go nie było? Niby nic, a jeszcze trochę boli...
A kończąc, tak na nieco pozytywniejszą nutę. Mam co najmniej raz na miesiąc rozmowę z moją menadżerką, a propos moich postępów itp. Rozmawiałyśmy wprawdzie o czym innym, ale jako wniosek do części rozmowy powiedziała, że „choćby jej by bardzo odpowiadało, żebym pracowała w tym dziale, na tym stanowisku przynajmniej do jej emerytury, ale jest pewna że na to nie ma szans”. Cokolwiek to by miało znaczyć :)
PS. Mało mnie tu ostatnio, bo zaabsorbował mnie mój mały ogródeczek, no i przeprosiłam się trochę z książkami ;) Tzn. kupiłam sobie Nooka (czytnik książek), i przerabiam całą Jeżycjadę . Tak, tak, wiem, to książki dla nastolatek, ale tak jakoś mnie naszło, żeby je sobie przeczytać raz jeszcze... I dobrze mi z tym :P
Subskrybuj:
Posty (Atom)

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)