Kilka słów o mnie....

Blog ten to mój prywatny pamiętnik, więc piszę w nim, co mi się żywnie podoba, niezależnie od tego, co myślą inni.
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...

środa, 1 sierpnia 2012


U mnie jest tak, że bardzo dobre wiadomości są równoważone w dość krótkim czasie bardzo złymi. Dwa lata temu kupiłam swoje pierwsze tylko swoje auto, z czego byłam bardzo dumna i szczęśliwa, a dwa dni później umarł mój ojciec. Wiem, że ranga obu wydarzeń jest niezbyt porównywalna, ale tak jakoś mi się skojarzyło.

No i właśnie znów wydarzyło się coś, co wprawiło mnie w nastrój totalnej ekscytacji. Do tego stopnia, że parkując auto przypieprzyłam w... słup! Cały tył mam obdrapany ;) Taka rozkojarzona jestem.
A teraz czekam aż coś gdzieś pierdolnie.

Ale po kolei, a zasadzie to od dupy strony...

Zadzwoniłam ostatnio do mamy, aby jej przekazać super wiadomość, ale zanim zaczęłyśmy o tym gadać, powiedziała mi, że aktualnie przebywa u niej moja babcia, a jej mama. Bardzo mnie to zdziwiło, bo moja mama ma bardzo duże poczucie przestrzeni osobistej, i ludzi tam nie lubi wpuszczać. Swojej mamy zwłaszcza (to ta od mojej kołdry), szanownej pani hrabianki, która jak na swoje lata nieźle dyga, ale cały czas twierdzi, że nikt nie chce się nią opiekować - wyrodna rodzinka. Więc babcia była w szpitalu (wysokie ciśnienie, coś z nogą), i ktoś po wypisie musiał się nią zająć, a że reszta rodziny się porozjeżdżała, padło na moją mamę.
No i tak patrzę na tym Skajpie na tą moją babciunię, i to zupełnie inna kobieta, niż ta którą widziałam trzy tygodnie temu. Błędny wzrok, cieniuśki głosik - jakby miała zaraz umrzeć. I coś mi tu zaczęło śmierdzieć. Ale nic nie mówię, bo przecież słucha. Na moją super wiadomość nie zareagowała (oprócz jakiegoś jęknięcia), choć normalnie to pierwsza zainteresowana plociuchami.
Na szczęście mama się ucieszyła. A ponieważ jednej sprawy nie mogłam poruszyć przy babciuni, zadzwoniłam do mamy następnego dnia, tym razem na komórkę. To pytam "czy ona sobie jaja robi?", a mama, że tak. No i mnie zatkało. Hrabianka babciunia posunęła się do podstępu, żeby ktoś się w końcu nią zaopiekował. Aż mnie zatelepało. A mama opowiada, że coś jej trzasnęło w plecach jak podnosiła babciunię z łóżka! Dodam tylko, że moja mama ma 57 lat, więc dla niej to ciężko, zwłaszcza po złamaniu nogi rok temu. Nie wiem, może dupsko też jej musiała podcierać. To pytam skąd wie, że babciunia ją robi w konia.
W piątek mama poszła spać bardzo późno. Przebudziło ją szuranie - babciunia poszła do łazienki. I nie spuściła wody, jakby nie chciała mojej mamy obudzić. Godzinę później to samo. W końcu mama zerwała się z łóżka koło 10.30 rano, co w ogóle do niej nie podobne, bo zawsze wstaje wcześnie, i zdała sobie sprawę, że nie dała babciuni leków. Poleciała do kuchni, ale okazało się, że babciunia wzięła je sama. Ani razu podczas swoich wojaży nie użyła kul, bez których ponoć nie potrafi chodzić!
Mama mówi, że nie może uwierzyć, że własna matka ją tak robi w bambuko, i wykorzystuje sytuacje dla zaspokojenia swojej chorej potrzeby przebywania z ludźmi non stop... :(
Pomyślałam, że jak zrobiła mojej mamie taki numer raz, i dostała czego chciała, to zrobi to znowu, tylko kwestia czasu. Poradziłam mamie, żeby jej od razu zapowiedziała, że następnym razem odda ją do domu opieki, bo jej za ciężko. Nie wiem czy to zrobi, choć własnej matki ścierpieć nie może...

A teraz do sedna. Jaka była dobra wiadomość?

Spełniło się moje dotychczasowe największe (spełnialne) marzenie - wraz z Pitolem kupiliśmy mieszkanie! Łuuuuuuuuu huuuuuuu! :D
Tzn. dopiero złożyliśmy ofertę, a ta została przyjęta, większość formalności jeszcze przed nami. Teraz oszczędzamy ile się da kasy, żeby zapłacić depozyt, opłaty, i zrobić mały remoncik. Mieszkanie ma około 58m kwadratowych, jest na pierwszym piętrze, ma dwie sypialnie i salon (czyli jak na polskie liczenie 3 pokoje), i co najważniejsze - mamy mały prywatny ogródek :D. Dojazd do pracy skróci mi się o połowę.
Nie mamy kasy na meble, ale coś się wymyśli :P
Ogólnie jest w stanie gotowym do przeprowadzki, z tym że oczywiście będziemy chcieli porobić wszystko po swojemu, i mam nadzieję, że się przy tym nie pozabijamy o kolor farby...
Klucze odbieramy 21 września :) Taki prezencik na miesiąc po 6 rocznicy przyjazdu do Szkocji ;)
A teraz pracuję dzień w dzień ile wlezie, a po pracy siedzę na necie szukając inspiracji jak urządzić salon i tanim kosztem odrestaurować szafki w kuchni, bo są zniszczone, a na nowe jeszcze długo nie będzie mnie stać.
Wstawiłabym fotki, ale pomyślałam, że może najpierw przerobimy je "na swoje" i dopiero wtedy...
Bosz, jak ja się cieszę :D

Teraz muszę sobie wymyślić nowe marzenie do spełnienia, i już chyba mam pomysł. Ale to dopiero po przeprowadzce :)