Kilka słów o mnie....

Blog ten to mój prywatny pamiętnik, więc piszę w nim, co mi się żywnie podoba, niezależnie od tego, co myślą inni.
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...

sobota, 24 października 2009

odważył się?? oczywiście że nie!! :)

podszedł do mnie, pogadaliśmy sobie i musieliśmy oboje wracać do pracy. no i tak się kilka razy minęliśmy a ja nie powiem, byłam zawiedziona... aż w końcu za którymś "minięciem" nie wytrzymałam, odeszłam już w stronę drzwi i rzuciłam przez ramię "wiedziałam, że się nie odważysz!". wtedy wyciągnął do mnie rękę, podeszłam i... pocałował mnie! :) było przy tym dwoje innych pracowników i tak jakoś fajnie się uśmiechnęli :) a ja... ja chyba pierwszy raz w życiu się zaczerwieniłam... :) ech, jak dzieci :D

potem z kolejnej pokaźnej porcji smsów dowiedziałam się, że ma wolną chatę w weekend (ech, ta młodzież... nie ma to jak mieszkać z rodzicami hehe). spytał, czy mam ochotę przyjść. no ba! choćby z samej ciekawości jak mieszka i czy "coś" będzie próbował :). przyjechał po mnie. pokazał mi dom, swój pokój (kurdę, jaki porządek :D ). usiedliśmy sobie na kanapie przed telewizorem i gadaliśmy sobie wtuleni jedno w drugie. powiedział mi, że cały czas się zastanawia czemu "taka" dziewczyna jak ja go lubi. jaka??? normalna przecież, najnormalniejsza na świecie, no, może z małymi odpałami... :) nie mogłam przetłumaczyć, że ale o co ci w ogóle chodzi :) jakież było moje zdziwienie jak powiedział, że niedługo odwiezie mnie do domu, bo mam wstać do pracy za jakieś 5 godzin i nie chce, żebym była niewyspana, choć wolałby żebym została... o matko! to tacy faceci jeszcze istnieją?? że dżentelmeni niby :) że nie próbował mnie zaciągnąć...??!! :) bo ja już bym się chyba dała :)

no i tak minęło kilka, kilkanaście kolejnych dni. setki smsów, ukradkowe całusy i przytulanki w pracy, komentarze współpracowników w stylu "get a room!" (wynajmijcie sobie pokój!), spotkania wieczorami, jak już zdołał mnie gdzieś wcisnąć między dwie prace, futbol 2 razy w tygodniu, kickboxing i siłownię. to zresztą była pierwsza rzecz, która stwierdziłam, że będzie stanowiła dla mnie problem - nie będzie miał dla mnie czasu. powiedziałam mu to, przedstawił mi wtedy cały swój "rozkład jazdy" i powiedział "cała reszta jest twoja" :)

co ciekawe, za każdym razem, gdy miałam się zobaczyć z Peterem, to albo dostawałam smsa od Exa, albo do mnie dzwonił, albo mijałam go gdzieś na mieście... strasznie dziwne to było...

a tymczasem wielkim krokami zbliżało się nasze wyjście z ludźmi z pracy. nie mogłam się doczekać, bo baletów to mi się chciało już od dawna, a poza tym było to trochę ekscytujące, że zobaczę w końcu miny całej reszty tych, którzy nas jeszcze razem nie widzieli, bo stanowiliśmy swego rodzaju małą sensację. tzn. wiedzieli o nas wszyscy, bo w tym sklepie nie da się nic ukryć, ale jeszcze nie wszyscy wierzyli i widzieli...

jeden z smsów, który dostałam niedługo przed tym wyjściem w treść wplecione miał zdanie "wake up prince charmin Peter!" (obudź się jako książę z bajki Peter). no od razu mi się shrek skojarzył, więc mu odpisałam, że nie musi, bo ja przecież jestem jak fiona :) stwierdził, że żadna ze mnie fiona, że jestem "wee princess" (mała królewna). i tak do mnie od tamtej pory mówi, zresztą nauczył się nawet i mówi do mnie do po polsku "moja mała królewna" - miała być ogólnie księżniczka, ale nie chciała mu przejść przez gardło :D i mówi jeszcze "daj buzi" :)

no i nadszedł w końcu wyczekiwany dzień imprezy. stwierdziłam wóz albo przewóz, po imprezie będzie spał u mnie! hehe... tylko przez to, że jakoś wcześniej nie naciskał, nie próbował, nie wiedziałam czy będzie chciał... ja wiedziałam za to, że muszę się napić... :)

1 komentarz: