kurczę, nie mam czasu na nic, bo póki co, mój związek - już nie "sort of" hehe - jest bardzo absorbujący... w sumie zawsze jest tak na początku, ekscytacja wszystkim w zasadzie...
co się działo??
miałam urodziny, zaprosiłam trochę znajomych do pubu. oczywiście połowa się wypięła, a część tej połowy nawet mnie nie poinformowała, że wypiąć się zamierza. tylko garstka tych co zawsze mnie nie zawiodła :) kochani moi... :) no i gdyby nie Peter to ta noc mogła przerodzić się w koszmar... w sumie nic ciekawego się nie działo. pojawiło się kilku kolesi mojego Robaczka, więc mnie z nimi zapoznał. śmieszne to było, bo potem Pete raczył mnie tekstami swoich kolesi na mój temat, że "jakim cudem taka laska z tobą?", "ja to na twoim miejscu zamiast stać i gadać z nami wziąłbym ją za rękę i stąd poszedł" :) "skąd ty ja wytrzasnąłeś?". moje ego zostało więc ładnie połechtane, i na nic zdały się tłumaczenia, że jestem normalną, zwykłą dziewczyną... no, może lekko jeb**ętą w dekiel :D
oprócz tego chodzę lekko nieprzytomna, bo sypiam po 3 godziny w nocy, i potem jeśli mam farta 3 godziny w dzień. dobra droga, żeby się wykończyć... i jaka przyjemna :)
mieliśmy też pierwsze małe spięcie, nieporozumienie czy jak tam zwał... był u mnie do późna w poniedziałek, no i wszystko ładnie, pięknie... we wtorek oboje poszliśmy do pracy na nadgodziny, z tym, że ja zaczynam pracę dużo wcześniej. aha, kilka dni wcześniej jedna z menadżerek złapała nas na ukradkowym buziaku na sklepie i zrobiła nam, a w zasadzie mi, awanturę i podkablowała do mojej menadżerki, suka zasrana! sorry za łacinę, ale nienawidzę szmaty, bo cały czas mi patrzy na ręce i szuka dziury w całym... w każdym razie przyszedł do pracy, widziałam go z daleka na sklepie, gdy gadałam z jednym z naszych sklepowych dziadków, Pete zrobił taki gest palcami, wskazujący na oczy, że mnie widzi, albo obserwuje i poszedł. zawsze jak idę na zaplecze to się witamy, dajemy sobie buzi i jest fajnie, a tym razem tylko przeszedł koło mnie, ani uśmiechu, ani cześć, ani pocałuj mnie w dupę. potem przeszedł koło mnie drugi raz i to samo, no to mnie wścieklizna wzięła, strzeliłam focha, i sobie poszłam. humor spieprzony na amen. każdy się mnie pytał co się stało... Pete pojechał vanem, i potem wysłał mi smsa, że to była taka mała gra, że zrobił to żeby sprawdzić moją reakcję, i sprawdzić czy może mi ufać! no szczęka mi opadła, bo nic głupszego już chyba nie mógł wymyślić... a jak zobaczyłam słowo "gra" to już mnie krew zalała... no to mu odpisałam, że już był kiedyś taki co sobie urządzał ze mną gierki, a potem kopnął mnie w dupsko tak, że na samą myśl pamiętam jak to boli... i że nikt już więcej nie będzie się bawił i grał z moim uczuciami, i że jak potrzebuje dodatkowych albo tego typu emocji to może powinien... bla bla bla... byłam w szoku, bo wrócił do sklepu w ciągu 5 minut, gnał ponoć na łeb na szyję (dobrze, że był niedaleko) i wziął mnie na rozmowę. wyjaśniliśmy sobie co i jak, przyznał, że to było głupie i przeprosił, a ja przeprosiłam za zbyt agresywną reakcję. jak już pojechałam do domu dostałam smsa, jak bardzo mu na mnie zależy, jaka jestem ważna, i że w zasadzie to tylko kwestia czasu, żeby mi powiedział co do mnie czuje :)
z ciekawostek... ponieważ cały czas się poznajemy dowiedziałam się co nieco...
zdziwiłam się na przykład, że jest katolikiem! :) nie, żeby jakimś tam nie wiadomo jak praktykującym, tylko chodzi o to, że w tym kraju większość to z tego co wiem protestanci... więc ogólnie pozytywnie...
poza tym zawsze jak ykhm... się przytulamy, to ktoś z współlokatorów jest w domu, i trzeba być cicho, bo łóżko trzeszczy, albo ogólnie, nie wydawać pewnych dźwięków. no i jest to nieco irytujące... i Pete stwierdził, że może kiedyś będziemy mięli swój własny domek i będziemy w nim mogli robić co nam się żywnie podoba :D
to będzie teraz strasznie głupie co powiem. znam chłopa niecałe 5 miesięcy, a mam przeczucie, że wyjdę za niego za mąż, i ten domek to chyba będzie prędzej czy później... śmieszna sytuacja, bo zawsze jest u mnie jak biorę tabletkę, to się go spytałam, czy przychodzi o tej porze, żeby sprawdzić, czy biorę (hehe), a on na to, że może któregoś dnia powie mi, żebym już więcej nie brała!!! lol :D
no i powoli piłujemy temat prezentów świątecznych. mnie jest o tyle ciężko, że ja zarabiam dużo mniej niż on, i co do pewnych rzeczy to on ma spore wymagania, i jest dość wybredny. wymyśliliśmy, że pójdziemy razem łazić po sklepach i każde z nas pokaże drugiemu 5 rzeczy, które nam się podobają, i kupimy sobie nawzajem po jednej z nich, czyli że będziemy wiedzieć co dostaniemy, ale nie do końca. dzisiaj oglądałam dżinsy, a on do mnie, że może właśnie mi dżinsy kupi. tylko przeraziłam się z lekka jak się dowiedziałam, z jakiego sklepu i ile mógłby za nie zapłacić, bo najdroższy ciuch jaki sobie kupiłam w życiu był chyba o połowę tańszy... mówię mu cały czas, żeby mnie przestał rozpuszczać jak dziadowski bicz, ale nie działa - żarcie w restauracjach, wszędzie on płaci, sukcesem ostatnio było, jak pozwolił mi zapłacić za kawę w Starbucksie. i aż się boję jakie 5 rzeczy on sobie wymyśli na święta, bo już nie wspomnę, że 10 grudnia ma urodziny, więc czuję, że popłynę, choć ogólnie pomysł na prezent już mam :)
no i chłopczyk mój robi postępy w języku polskim, dzisiaj tylko "drożdżówka" nie chciała mu przejść przez gardło :) oprócz pojedynczych słów potrafi kilka pełnych zwrotów, na przykład "cześć kochanie, pięknie wyglądasz, przytul mnie teraz i daj buzi" :) a jak się wstawiłam no moich urodzinach to nauczyłam go (głupia!) "zrób mi laskę"... hehe, i mam teraz ubaw, bo odpowiadam mu jego ulubionym słowem, czyli "spierd**aj" :) jak dzieci normalnie...
jeszcze trochę ścinek z jego smsów, ale nie będę się silić na ich tłumaczenie, bo piszę je przede wszytskim ku mej pamięci:
"you are amazing and I love being with you"
"I hope we have future, together, I really do dream and think about us, it makes me happy"
"you are my beautiful girlfriend"
"you mean everything to me and I feel protective and jealous of anyone who goes for you, you are my princess"
"I am happy cause everyday I feel so lucky you are my girlfriend"
"you have me for as long as you need me, you have my heart. you really have made me go all soft over you"
"you make me so happy and feel loved"
"you have a boyfriend who adores being with you and cares a lot for you"
"I deeply have mental feelings for you, I can't resist"
"my brain is going overtime cause you are amazing, lucky I have a pacemaker cause I would probably go insane"
"you have my heart and it's wanting you so bad!"
"I have seriously fallen for you, you are incredible"
dobra starczy tego słodzenia! matko, nawet nie wiedziałam, że tyle tego! chyba już nikt dzisiaj nie będzie musiał słodzić kawy, żeby się nie zrzy*ać! :D
a żeby nie było za pięknie, to Peter dostał jakiś podejrzany list od swojego lekarza, że po świętach ma się stawić w szpitalu. no i chodzimy trochę obsrani, bo rak to przecież nie katar...
Kartki z pamiętnika pewnej wiecznie niezadowolonej z życia emigrantki. I o tym jak to jest dzielić życie z obcokrajowcem, który jest tubylcem :)
Kilka słów o mnie....
Blog ten to mój prywatny pamiętnik, więc piszę w nim, co mi się żywnie podoba, niezależnie od tego, co myślą inni.
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...
Jakby cos bylo nie tak to by kazali mu sie stawic przed swietami. No i trzeba myslec pozytywnie... :)
OdpowiedzUsuńFajnie sie czyta to Twoje romansidlo. Wciaz czuje sie jak w liceum: emocje, analizowanie kazdej wypowiedzi, niedopowiadania, "testy" na uczucia i fochy oczywiscie. Gdyby nie fakt, ze jest mi super dobrze w moim nudnym stalym zwiazku, to bym za tym "romantycznym stresikiem" zatesknila. :) A tak, to tylko sie z Toba ciesze. I bierz te pigulki, bierz... :)
Calusy!
No to też próbuję(my) myśleć pozytywnie!Ostatnio sprawdzają mi się przeczucia, a co do tego mam dobre, i oby tak właśnie było :)
OdpowiedzUsuńRazem z Petem śmiejemy się, że zachowujemy się jak nastolatkowie... I obojgu nam z tym fantastycznie!! Oby tak było jak najdłużej :)
A pigułki biorę i brać będę, chodziło mi o to, że moje chłopczę myśli o nas "przyszłościowo" :) Bo ja to bym chyba chciała tak trochę staroświecko - najpierw zmienić nazwisko :)
Buziaczki!!