długo mnie nie było, bona nic nie mam czasu, praca a po pracy cały mój czas absorbuje Peter... więc w skrócie co się działo...
pogoda można rzec jak z bajki, biało i mroźno, czegoś takiego świat nie widział od lat... wszystko fajnie, tylko strach jeździć autem, no i w domu kicha, bo ogrzewania jako takiego nie ma, więc trzeba walczyć z jakimiś śmiesznymi farelkami... ja już chcę lato!!
a więc święta były po szkocku... w wigilię ryba z frytkami i takie tam hehe. prezentów tyle co w tym roku, to chyba w całym swoim życiu łącznie nie dostałam... Petera trochę poniosło i jak sobie przeliczyłam ile wydał, to złapałam się za głowę. wariat!! dostałam m.in. dżinsy G-Stara, bluzę Diesela, koszulkę SuperDry, dwanaście róż i kupę innych rzeczy... ale najfajniejszy prezent to była płyta, którą Peter dla mnie nagrał. są na niej wszystkie piosenki, które mają dla nas jako pary jakieś znaczenie, które coś nam przypominają :)
ogólnie było przesympatycznie i minęło jak z bicza strzelił...
no i najważniejsze... pierwszego dnia świąt Peter w końcu wydusił z siebie, że mnie kocha!! myślałam, że nigdy mi tego nie powie!! :)
sylwester bardzo spokojny, poszliśmy na Princess Street oglądać fajerwerki. zmarzliśmy kosmicznie, w końcu to zima stulecia ;) i niedługo po fajerwerkach pojechaliśmy do jego domu, opatuliliśmy się kołdrą i gadaliśmy prawie do 5ej rano popijając drinki...
ostatnie dwa dni i noce spędziliśmy non stop razem, jak zwykle zresztą kiedy oboje mamy wolne. dziś pojechaliśmy na zakupy, i jakież było moje zdziwienie, kiedy moje chłopczę zaciągnęło mnie do... jubilera! ja nie noszę biżuterii wcale, żadnej, więc postanowił, że pójdziemy zmierzyć mi palec teraz, żeby za jakiś czas mógł mnie zaskoczyć pierścionkiem zaręczynowym... przysięgam, ręka trzęsła mi się masakrycznie! takich emocji się nie spodziewałam... matko, to już? hehe. może i szybko, ale na to wykładam! bo wiem, że to on! że to na niego czekałam :) a mama się cieszy, wiec chyba wszystko w normie! :D
Kartki z pamiętnika pewnej wiecznie niezadowolonej z życia emigrantki. I o tym jak to jest dzielić życie z obcokrajowcem, który jest tubylcem :)
Kilka słów o mnie....
Blog ten to mój prywatny pamiętnik, więc piszę w nim, co mi się żywnie podoba, niezależnie od tego, co myślą inni.
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...
Dobrze wiedziec, ze zyjesz :)
OdpowiedzUsuńJa palec mierzylam miesiac temu, a dzisiaj wlasnie powiedzialam 'tak' :)
Buziaki z zasniezonego Bicester x
No popatrz jaki zbieg okoliczności! :) Ja zaczęłam mieć lekkiego stracha, bo Peter kazał mi wziąć wolne na dzień po Walentynkach hehe. Chociaż w sumie to nie wydaje mi się, że to "już" :) Buziaki dla Ciebie też!!
OdpowiedzUsuńwow widzę ze story się rozkręca,a akcja nabrała tempa, super :)
OdpowiedzUsuń