no to tak. będzie niewesoło.
jestem samotna wśród ludzi... strasznie, brakuje mi przyjaciół, mogę powiedzieć szczerze, że nie mam tu ani jednego, a jak tylko ktoś zaczyna do tego miana aplikować, zaraz zwija walizki i wyjeżdża. a może przesadzam? może w Polsce byłoby to samo, bo przecież każdy prędzej czy później zaczyna zajmować się swoim życiem... nie wiem, doły ostatnio łapię non stop.
i z Peterem też się jakoś pieprzy ostatnio, koniec miesiąca miodowego... boję się o to czy przetrwamy, a jak tak to czy będziemy się nadal mocno kochać?
zaczęło się jakoś czas temu kiedy powiedział, mi coś w stylu że "za dużo go całuję". kopara mi opadła... czy to grzech lubić czułość i okazywanie uczuć? wytłumaczyłam jak mi się zdawało krowie na rowie, skąd ta moja nieodparta potrzeba, że w domu mnie nikt nigdy nie przytulał, okazywał miłości itp chyba nie dotarło, ale strasznie wpłynęło na moją psychę, bo od tamtej pory za każdym razem jak się chcę do niego przytulić, to się zastanawiam, czy nie za dużo?? i zrobiłam się przez to bardziej nerwowa, co znowu najlepiej nie wpłynęło na wydarzenia "potem". przecież widziały gały co brały, ja się nie zmieniłam, nigdy nie byłam optymistką i chyba nigdy nie będę, bo tego nie można się nauczyć?? a on do mnie non stop z ryjem, że mam przestać patrzeć na wszystko negatywnie! no ale jak - się pytam, jak własny chłop nie pozwala mi okazywać czułości? nie mogę sobie popłakać (a czasem lubię), bo zaraz dostaję zjeby, że jestem niemądra. ostatnio tak na mnie huknął jak prowadziłam auto (nieważne czy miał rację czy nie), że znowu zaczęliśmy na siebie wrzeszczeć, czego niestety czego świadkiem była moja mama, która najpierw przez to załapała doła, a potem się popłakała! a co Peter na to? stwierdził, że już w taki razie wie, po kim jestem taka uczuciowa...
potem znowu zaatakowała mnie wścieklizna, bo wiedziałam, że przez najbliższy tydzień nie będę miała wolnego, a jedyny dzień i noc w takim razie, które może u mnie spędzić jest sobota. a on co? pojechał z kolesiami na gokarty, potem oglądał z nimi boks w środku nocy i przez to nawet nie przyjechał się ze mną zobaczyć o umówionym czasie - nie przyjechałby pewnie wcale przed wieczorem, gdybym go niechcący nie obudziła smsem w niedzielę rano. no i znowu dwie racje, bo on mówi, że nie ma kiedy się widzieć z kolegami, bo praca, szkoła i że czasem trzeba. no i ja to rozumiem, ale o ile prościej byłoby gdyby się spytał, czy nie mam nic przeciwko, a nie wyjeżdżał do mnie, że przecież widzieliśmy się codziennie przez ostatnie 4 dni i noce. a co ja ku**a, limit wyczerpałam? jak ja mam wierzyć, że on mnie kocha i chce ze mną zamieszkać, jak 4 dni to za dużo?
potem znowu była jazda, bo stwierdził, że za mocno po nim jadę a propos szkoły - no fakt, może zamiast pytać co chwila, kiedy będzie się uczył, powinnam była trochę zluzować, ale nie mógł mi tego powiedzieć mi tego od razu - słuchaj, będę się uczył jak mam czas, nie ciśnij mnie, bo mam wystarczającego stresa? i jeszcze mi zarzucił, że go o to cisnę dla własnych celów, bo im szybciej to zrobi, tym szybciej zacznie pracować, i zarabiać wystarczająco, żebyśmy zamieszkali razem, bo wie, że ja już bym chciała. ogólnie to nie powiedział tego, ale zrobił ze mnie parszywą egoistkę, którą oczywiście jestem - jak każdy człowiek - do pewnego stopnia...
a jak chciałam o tym wszystkim pogadać, to on mówi "dobra, zostaw to już". dla mnie to wygląda jakby nie chciał rozmawiając rozwiązywać problemów - chciałabym mu to powiedzieć, ale się boję, że znowu powie "jesteś niemądra, zostaw to już". dzisiaj wybrał się do szkoły godzinę wcześniej, więc się spytałam czemu, a on, że o co mi chodzi i w ogóle. łzy mi stanęły w oczach i na chwilę zaniemówiłam, a on na to "nie mów nawet, że płaczesz". to powiedziałam, że nie i przełknęłam gulę... mam wrażenie, że w ogóle już nie mogę być sobą, bo wszystko jest be! a na początku jakoś nie wydawało się to sprawiać większego problemu... nawet teraz jak przejrzałam zdjęcia z pobytu mamy, to na wszystkich on ma na krzyż założone ręce, a ja go obejmuję. on idzie, a ja go przytulam albo obejmuję w pasie... pozycja zamknięta...
czy to już paranoja?? wytwór mojej wyobraźni?? koniec bajki?? a może faktycznie jestem niemądra... może za bardzo dramatyzuję...
spróbuję trochę zluzować, i zobaczymy, jak będzie...
Kartki z pamiętnika pewnej wiecznie niezadowolonej z życia emigrantki. I o tym jak to jest dzielić życie z obcokrajowcem, który jest tubylcem :)
Kilka słów o mnie....
Blog ten to mój prywatny pamiętnik, więc piszę w nim, co mi się żywnie podoba, niezależnie od tego, co myślą inni.
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...
tak sobie czasami Ciebie podczytuje ale z Ta dzisiejsza notka się ujawnię:) to co piszesz to tak jakby o mnie... to przytulanie i czułości ... myślę ze większość kobiet tego potrzebuje!! a co do facetów i ich wypadów z kumplami to albo to zaakceptować albo zaakceptować;))ciężko z tym walczyć bo to zawsze my jesteśmy te złe. (ja nie przeszłam tej próby pomyślnie;))
OdpowiedzUsuńHmmmm nie wiem czy sie udzlic, ale cos Ci napisze. Wyglada na to, ze wielka namietnosc, motylki w brzuchu i takie tam dobiegaja konca (jak zawsze, norma, nie ma co sie przejmowac). teraz tylko pozostaje pytanie, czy to sie przeksztalci w zwiazek czy sie rozpadnie, jak piszesz.
OdpowiedzUsuńWydaje mi sie, ze masz dobry pomysl z tym wyluzowaniem. Daj mu okazje aby zatesknil, nie wywieraj na niego zbyt duzo presji. No poprostu wyluzuj. Wiem, ze to nie jest latwe ale wydaje mi sie, ze moze pomoc.
Dziwi mnie tylko ze tak huknal na Ciebie przy Twojej mamie. To z deczka nieelegancko, szczegolnie, ze chyba dopiero mame poznal? Mnie by to dalo do myslenia.
Karolina - miło mi, że mnie podczytujesz :)
OdpowiedzUsuńWiem, że każda kobieta potrzebuje przytulania itp. ale ja to chyba jestem w tej kwestii wybitna :) Kobieta - bluszcz, może stąd te nieporozumienia... Chłopy przecież nie lubią jak im coś cały czas wisi na ramieniu...
Gosia - wiesz co, emocje opadły i tak sobie to jeszcze raz przemyślałam, powiedziałam Peterowi, że problemy nie rozwiążą się same jeśli się o nich nie gada - przyjął do wiadomości. Kłopot w tym, że mnie motylki nie minęły wcale, może jemu...? Nie wiem, grunt że wyszło na jaw, że ma cholernego stresa związanego ze szkołą, i stąd to ciągłe napięcie, z którym nie umie sobie poradzić, no i wyszło tak jakoś niefortunnie. Z tym huknięciem, też chyba trochę przesadziłam - ja chyba huknęłam pierwsza... Nie, nie tłumaczę go - nie zrobię tego samego błędu drugi raz, tylko stwierdzam, że to ja sprowokowałam taką sytuację, tylko do takich rzeczy ciężko się przyznać, nie?? No ale jak to brytole mówią "róże nadal w ogrodzie" :) Może jednak po prostu my się jeszcze docieramy? Pozdrawiam gorąco!
No to ciesze sie, ze emocje opadly a motylki wciaz aktualne :))) wiesz ten wpis czytany przez osobe postronna to prawie jakby sie szykowala jakas przemoc domowa. Nie pomyslalam troche, ze to pisane pod wplywem emocji.
OdpowiedzUsuńBuziaczki!
Widzisz, ja już tak mam, że za dużo mówię pod wpływem emocji. I niepotrzebnie się pompuję. Ciężki ze mnie przypadek mówię Ci, zwłaszcza do szeroko rozumianego współżycia. Buziole.
OdpowiedzUsuń