stał się cud.
nie, P nadal nie mówi po polsku, a ja nie wygrałam w totolotka.
a cud jest zupełnie innej natury.
w końcu... wiem, czego chcę! zawodowo w sensie.
27 lat mi zajęło wymyślanie i kombinowanie! część z nich zmarnowałam, właśnie nie wiedząc czego chcę. a że tymczasowo rynek pracy wygląda tak, a nie inaczej, możliwości są bardzo ograniczone.
więc jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma.
mojej pracy w formie, która się nie zmieniła od kilku lat, mam już powyżej uszu. toteż postawiłam na zmiany, małe, ale które - mam nadzieję - dokądś mnie doprowadzą.
ma początek staż - pracodawca zatrudnił "trenera", który nas uczy, zadaje zadania i obserwuje w pracy. ukończenie tego ma zająć od 9 do 12 miesięcy i daje mi papier, który jest uważany za ważny w całym kraju. staż dopiero co się rozpoczął - od testu z angielskiego i matematyki, gdzie otrzymałam odpowiednio 94 i 92%.
na moje pytanie, jaka jest średnia usłyszałąm odpowiedź "na pewno nie taka" :P
w tak zwanym międzyczasie staram się zostać u siebie w robocie superwajzorem. kasa byle jaka, spora odpowiedzialność, ale po 1,5 - 2 latach męczarni można zostać menadżerem, a to już inna rozmowa. póki co, mam wrażenie, że choć nikt tego na głos nie powiedział i nie powie, największą barierą jest moja narodowość - boją się, że sobie nie poradzę, więc mam co nieco do udowodnienia.
więc jak dobrze pójdzie, powinnam być w znacznie lepszym miejscu niż jestem tuż po 30tce.
a plany jak to plany - czy wyjdą, to się okaże.
a poza tym, siostra P i jej chłopak właśnie zaczęli roboty remontowe do domku, do którego mają się niedługo wprowadzić, malutki, ale przytulny. a ja jestem zazdrosna. do granicy możliwości. aktualnie to chyba moje największe marzenie, mieć swój własny dom.
idę w totka zagrać...
nie, P nadal nie mówi po polsku, a ja nie wygrałam w totolotka.
a cud jest zupełnie innej natury.
w końcu... wiem, czego chcę! zawodowo w sensie.
27 lat mi zajęło wymyślanie i kombinowanie! część z nich zmarnowałam, właśnie nie wiedząc czego chcę. a że tymczasowo rynek pracy wygląda tak, a nie inaczej, możliwości są bardzo ograniczone.
więc jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma.
mojej pracy w formie, która się nie zmieniła od kilku lat, mam już powyżej uszu. toteż postawiłam na zmiany, małe, ale które - mam nadzieję - dokądś mnie doprowadzą.
ma początek staż - pracodawca zatrudnił "trenera", który nas uczy, zadaje zadania i obserwuje w pracy. ukończenie tego ma zająć od 9 do 12 miesięcy i daje mi papier, który jest uważany za ważny w całym kraju. staż dopiero co się rozpoczął - od testu z angielskiego i matematyki, gdzie otrzymałam odpowiednio 94 i 92%.
na moje pytanie, jaka jest średnia usłyszałąm odpowiedź "na pewno nie taka" :P
w tak zwanym międzyczasie staram się zostać u siebie w robocie superwajzorem. kasa byle jaka, spora odpowiedzialność, ale po 1,5 - 2 latach męczarni można zostać menadżerem, a to już inna rozmowa. póki co, mam wrażenie, że choć nikt tego na głos nie powiedział i nie powie, największą barierą jest moja narodowość - boją się, że sobie nie poradzę, więc mam co nieco do udowodnienia.
więc jak dobrze pójdzie, powinnam być w znacznie lepszym miejscu niż jestem tuż po 30tce.
a plany jak to plany - czy wyjdą, to się okaże.
a poza tym, siostra P i jej chłopak właśnie zaczęli roboty remontowe do domku, do którego mają się niedługo wprowadzić, malutki, ale przytulny. a ja jestem zazdrosna. do granicy możliwości. aktualnie to chyba moje największe marzenie, mieć swój własny dom.
idę w totka zagrać...
Trzymam kciuki za wygrana!
OdpowiedzUsuńFajny pomysl z tym stazem. Ja tez ciagle musze w pracy udowadniac, ze moja narodowosc nie jest przeszkoda. W moim zawodzie glownie faceci i glownie Anglicy. Fakt, ze Polka robi to co oni z reguly bardzo zbija ich z tropu.
Tylko, ze mam pewne obawy, ze to sie moze nie udac. Dopoki nie znajda wakatu, i nie przejde rozmowy kwalifikacyjnej, na nic nie mam gwarancji. Poki co, zostaje mi tylko miec nadzieje.
OdpowiedzUsuńJa tez trzymam kciuki za totka i za udana kariere! Jak juz wiesz, czego chcesz, to polowa sukcesu! xx
OdpowiedzUsuńDziekuje Haniu.
OdpowiedzUsuńNo to teraz pojechalas Polactwem, ze sie niby martwisz, ze nie dasz rady bo jestes POLKA!!!????? Sorry, ale to wlasnie takie myslenie trzyma naszych rodakow na beznadziejnych stanowiskach.
OdpowiedzUsuńGosia nie krzycz mi tu i przeczytaj ten wpis jeszcze raz ze zrozumieniem :P. Przecież napisałam że "bojĄ się" a nie "bojĘ się", ja tam się nie boję, dam radę i cisnę do przodu, tylko moja menadżerka od personelu musi dać mi najpierw szansę!
OdpowiedzUsuńI spokój mi tu :)
Aniu, no dobrze, zle przeczytalam i przepraszam, ze tak na Ciebie wyjechalam. Ale wydaje mi sie, ze i tak jest cos na rzeczy. No bo dlaczego masz wrazenie, ze to przez Twoja narodowosc? Zwroc uwage na dobor slow, rownie dobrze moglabys napisac, ze boja sie bo nie jestes Brytyjka albo boja sie bo Angielski nie jest Twoim ojczystym jezykiem? A napisalas, ze przez Twoja narodowosc. Moze sie czepiam.... to przepraszam
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńAle masz prawo się czepiać :) Ogólnie jest tak, że to są moje przeczucia, i mam nadzieję, że się totalnie mylę. A to przeczucie pojawiło się, bo ta babka jakoś tak dziwnie sformułowała swoją wypowiedź,stąd moja mysl, że to o narodowość chodzi. Jak by nie było, trudniej czy łatwiej, ja i tak zrobię wszystko, żeby przeć do przodu :)
OdpowiedzUsuń