ja myślałam, że prawie że prosto ze szpitala polecę sobie na siłkę i wszystko będzie cacy...
ale od początku.
nie będę wdawać się w szczegóły poprzedzające operację. najbardziej z tego wszystkiego bałam się wybudzania z narkozy, bo wszyscy jak jeden mąż mówili mi, że jest po niej niedobrze, i chce sie wymiotować. więc się bałam, bo wymiotowanie świeżo ciętym gardłem by mnie raczej zabiło.
ale ku mojej "radości" nie było mi niedobrze. choć wszyscy inni dookoła na sali pooperacyjnej wydawali z siebie dziwne dźwięki...
a więc środa i czwartek przebiegły w bólu, choć znośnym. w środę nawet mogłam mówić dość przyzwoicie. co ciekawe - od operacji do wypisu ze szpitala nikt nawet raz nie zajrzał mi w gardło! zresztą i tak byłoby to niełatwe, bo mi tak szeroko otworzyli usta na stole operacyjnym, że mi popękały w kącikach i mam teraz strupy...
a w czwartek po wyjściu ze szpitala nawet pojechaliśmy na zakupy do Glasgow.
ale koszmar zaczął się w piątek. nie mogę mówić prawie wcale (ku radości P, bo w końcu nie mogę marudzić!). mój żołądek odpłaci mi za ilość tabletek przeciwbólowych, które w siebie pakuję. niestety od szpitala dostałam jedynie co-dydramol (paracetamol z dehydrokodeiną, czy jakoś tak) i coś przeciwzapalnego. i pouczenie, że jak zacznie mi gardło krwawić (!!!) to natychmiast zgłosić się do lekarza - ciekawe, czy w szpitalu wiedzą, że w większości przychodni się czeka minimum 3 dni na wizytę?! jutro chyba jednak zaryzykuję, bo nie czuję się dobrze, ból mnie budzi co chwila, zaczęłam nawet brać ketanol, który miałam gdzieś zbunkrowany gdzieś w szafce, w przeciwnym razie nie byłabym w stanie funkcjonować, a za który pewnie mi się od lekarza dostanie. mam podwyższoną temperaturę i w ogóle jest ble! gardło wygląda o-brzy-dli-wie! najlepsze jest to, że niewskazane jest, żebym jadła papkowate jedzenie - mam jeść normalnie, co nietrudno sobie wyobrazić, jest mega wyzwaniem! ja normalnie jem powoli, a teraz to już w ogóle masakra. przełykanie czegokolwiek weszło na jakiś szokujący poziom, wystraszyłam się ostatnio, bo coś mi wyleciało z nosa i nie zdążyłam zatamować. myślę - k**wa - krew mi leci! a co to było? kawa, której się przed chwilą napiłam! masakra...
teraz twierdzę, że jednak opatrzność nade mną czuwała i bilety do PL były tak drogie, że ich nie kupiłam, bo bym w ogóle nie miała radochy z tego wyjazdu.
dzwoniła do mnie wczoraj mama, i łezki jej w trakcie tej rozmowy leciały, bo brzmię tragicznie, mam taki cieniutki, ledwie słyszalny, żałosny i płaczliwy głosić...
i nie wiem, czy to wszystko ma tak być?
]ja chcę na siłownię! ja chcę znowu cieszyć się smakami!
:(
na co mi to było...
ale od początku.
nie będę wdawać się w szczegóły poprzedzające operację. najbardziej z tego wszystkiego bałam się wybudzania z narkozy, bo wszyscy jak jeden mąż mówili mi, że jest po niej niedobrze, i chce sie wymiotować. więc się bałam, bo wymiotowanie świeżo ciętym gardłem by mnie raczej zabiło.
ale ku mojej "radości" nie było mi niedobrze. choć wszyscy inni dookoła na sali pooperacyjnej wydawali z siebie dziwne dźwięki...
a więc środa i czwartek przebiegły w bólu, choć znośnym. w środę nawet mogłam mówić dość przyzwoicie. co ciekawe - od operacji do wypisu ze szpitala nikt nawet raz nie zajrzał mi w gardło! zresztą i tak byłoby to niełatwe, bo mi tak szeroko otworzyli usta na stole operacyjnym, że mi popękały w kącikach i mam teraz strupy...
a w czwartek po wyjściu ze szpitala nawet pojechaliśmy na zakupy do Glasgow.
ale koszmar zaczął się w piątek. nie mogę mówić prawie wcale (ku radości P, bo w końcu nie mogę marudzić!). mój żołądek odpłaci mi za ilość tabletek przeciwbólowych, które w siebie pakuję. niestety od szpitala dostałam jedynie co-dydramol (paracetamol z dehydrokodeiną, czy jakoś tak) i coś przeciwzapalnego. i pouczenie, że jak zacznie mi gardło krwawić (!!!) to natychmiast zgłosić się do lekarza - ciekawe, czy w szpitalu wiedzą, że w większości przychodni się czeka minimum 3 dni na wizytę?! jutro chyba jednak zaryzykuję, bo nie czuję się dobrze, ból mnie budzi co chwila, zaczęłam nawet brać ketanol, który miałam gdzieś zbunkrowany gdzieś w szafce, w przeciwnym razie nie byłabym w stanie funkcjonować, a za który pewnie mi się od lekarza dostanie. mam podwyższoną temperaturę i w ogóle jest ble! gardło wygląda o-brzy-dli-wie! najlepsze jest to, że niewskazane jest, żebym jadła papkowate jedzenie - mam jeść normalnie, co nietrudno sobie wyobrazić, jest mega wyzwaniem! ja normalnie jem powoli, a teraz to już w ogóle masakra. przełykanie czegokolwiek weszło na jakiś szokujący poziom, wystraszyłam się ostatnio, bo coś mi wyleciało z nosa i nie zdążyłam zatamować. myślę - k**wa - krew mi leci! a co to było? kawa, której się przed chwilą napiłam! masakra...
teraz twierdzę, że jednak opatrzność nade mną czuwała i bilety do PL były tak drogie, że ich nie kupiłam, bo bym w ogóle nie miała radochy z tego wyjazdu.
dzwoniła do mnie wczoraj mama, i łezki jej w trakcie tej rozmowy leciały, bo brzmię tragicznie, mam taki cieniutki, ledwie słyszalny, żałosny i płaczliwy głosić...
i nie wiem, czy to wszystko ma tak być?
]ja chcę na siłownię! ja chcę znowu cieszyć się smakami!
:(
na co mi to było...
Ojej, biedna jestes. Mam nadzieje, ze Cie ukochany rozpieszcza?
OdpowiedzUsuńJakbym byla blizej to bym z rosolem z kury wpadla :)
Mam co chciałam, nie? Sama się prosiłam o ten zabieg :/ Mam nadzieję, że koniec końców będzie tego warte.
OdpowiedzUsuńUkochany zaszalał i zrobił mi jedną herbatę i dwa razy umył naczynia, więc mnie rozpuszcza jak dziadowski bicz :P
Mmmm, rosołkiem bym nie pogardziła, a dziś była "tylko" grochówka :)
Moj mi jeszcze zawsze wyklady daje, co robie zle i dlaczego cos mnie boli (z reguly za malo plynow pije lub za malo paracetamolu biore). Wspolczucia nie doswiadczam :)
OdpowiedzUsuńTrzymaj sie i mam nadzieje, ze kiedys nam sie uda na rosol z kury umowic w realu :)
Kurczę, ja też nie! Ja nie wiem, może to Ci Brytole tacy jacyś mało empatyczni są...? :P
OdpowiedzUsuńMagda, jeśli Ty w końcu przyjedziesz do Edi-ego, to ja Ci sama tę kurę najpierw zabiję :P
A tak na poważnie, to chętnie bym nam ugotowała rosołek (taki, jaki umiem), bo P gardzi, że to "taka zupa nic"! A nigdy nie spróbował, to tak gada na próżno :(
Maniek tak samo, krzywi sie na rosol. Oni nie wiedza co dobre!
OdpowiedzUsuńA chlopaki wspolczuc wspolczuja tylko pewnie nie potrafia tego okazac (wiesz, trzeba byc twardzielem, etc.)