Kilka słów o mnie....

Blog ten to mój prywatny pamiętnik, więc piszę w nim, co mi się żywnie podoba, niezależnie od tego, co myślą inni.
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...

wtorek, 25 października 2011

wpis, żeby udowodnić logikę prawodawcy szkockiego.

być może są jeszcze tacy, którzy nie wiedzą, że w Szkocji alkohol w sklepie można kupić jedynie w określonych godzinach, czyli od 10 rano do 10 wieczór.
czy skutkiem tego jest ograniczenie pijaństwa? absolutnie... nie! jest to jeden z najbardziej rozpijaczonych krajów, o jakich słyszałam.
tak, tak, być może nawet bardziej od Polski :)
zresztą, pewnie i Polacy korzystaliby jeszcze bardziej, gdyby ceny alkoholu były niższe niż są. bądź tak jak w UK można by było zakupić alkohol np. w ofercie 3 butelki/kartony w cenie 2 itp
np. 3x15 browarów za szalone 18 funtów - dla niewtajemniczonych dodam, że najniższa krajowa to coś koło 6tki na godzinę, czyli (omijając podatki) pracujesz 3 godziny na 45 browarów!

no to co całkiem niedawno wymyślił ów rzeczony wcześniej prawodawca szkocki, że ten proceder trzeba ukrócić, bo społeczeństwo spada na pysk - postanowiono, że z dniem 1 października w Szkocji alkoholu nie można sprzedawać w tego typu "łączonych" promocjach.

co na to supermarkety?
podczas gdy wcześniej sprzedawano 3 butelki wina za dychę, gdy jedna jest warta 6.5 - wówczas oszczędność była wymierna - 9.5 funta.
teraz, gdy takie promocje są zakazane, cena tej samej jednej butelki została obniżona do 3.33! czyli na trzech butelkach zaoszczędzasz dodatkowego pensa do tych 9.5 wcześniejszych, no i już nie musisz kupować 3 butelek, żeby nie wydać fortuny.
jak dla mnie ta logika jest wprost fantastyczna - teraz można się nawalić jeszcze taniej :)
korzyść jak dla mnie jest taka, że teraz moge sobie kupić butelkę dobrego wina w zasadzie za połowę jej oryginalnej ceny :)

a tak na marginesie i z innej beczki - czy to naprawdę jest takie normalne, że się na Pitola wkurzam, że idzie dzisiaj do kina, znów nie ze mną, ale z ludźmi z pracy? oni ze względu na pracę idą na 22gą - ja nie mogę iść, bo wstaję jutro o 5 rano, więc dla mnie to za późno.
czy nie mam prawa się wkurzać, gdy mój własny facet, robi coś, co ja bardzo chciałabym zrobić, ale aktualnie nie mogę? czy nie mam prawa się wkurzać, że mój własny facet idzie gdzieś, gdzie ja chciałam iść, ale aktualnie nie mogę?
czy ja naprawdę jestem jakoś totalnie nawiedzona?
czy to naprawdę wyraz mojej choroby psychicznej, że szlag mnie trafia, że w ciągu miesiąca poszedł pić z ludźmi ze szkoły, potem z kolesiami, bo były 18te urodziny najmłodszego z nich, potem poszedł do kina ze swoim kierownikiem na króla lwa w 3D, a dziś idzie na kolejny film z ludźmi z pracy.
i już zapowiedział, że niedługo impreza z okazji urodzin panienki z pracy (patrz - idę sam), a potem ludzie z pracy organizują imprezę, bo im się lokal zamyka na kilka tygodni, by się otworzyć pod inną nazwą. a ptem bóg wie, co jeszcze.
a on tylko nie rozumie, czemu strzelam fochy i gadać mi się z nim nie chce.
noż jasna dupa, nie potrafię odpuścić i cholera mnie bierze.
to tak tylko chciałam sobie ulżyć.
napisałam, i już mi lepiej.

6 komentarzy:

  1. Jeśli chodzi z taką częstotliwością to też bym się wkurzała. I nieważne by było że nie mogę iść czy mi się nie chce, ale że tak często chodzi sam:)
    U mnie Bartek chodzi często beze mnie do pubu - ja nie przepadam za pubami. Ale to wraca za 2-3 godz i jest spoko. Awantury nie ma :-P
    Ale ja to zwierzę domowe jestem i jak to nie jest za często to lubię sama posiedzieć

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie chodzi o to, źe chodzi non stop beze mnie. Przecież nie mówię, że wszędzie ma mnie ciągać, bo ja też lubię być w domu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Faktycznie troche za duzo tego, nawet jak na moje lubienie (ja jestem troche inna: "Idz kochanie, tylko mnie nie wyciagaj"...).
    A z kinem, to szczegolnie. Nie musi Cie interesowac siedzenie w pubie z jego koleszkami, ale film zobaczyc, to co innego, szczegolnie, ze on pewnie nie pojdzie na ten sam drugi raz, tylko dlatego, zeby Tobie zrobic przyjemnosc... :/ Opieprz go i juz. W koncu jest w doroslym zwiazku i musi isc na kompromis czasem a nie mieszka u mamusi, ktora mu wszystko wybaczy... :/

    A z alkoholem, to teraz widac, ile ludzie przeplacali, zeby sie napic... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja go opieprzam, a on tylko się wkurza, że marudzę i muszę przestać... Tyle mojego co się nagadam, a do kina powiedział, że pójdzie jeszcze raz. Bez sensu, szkoda kasy ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Powiedz mu, ze bys nie marudzila, gdyby Ci nie przeszkadzalo jego zachowanie. Przeciez on chyba nie ignoruje Cie celowo i swiadomie, bo jak tak to cos nie-halo. :/

    A do kina, faktycznie strata kasy, chyba ze film jest dobry. No i przeciez on nie MUSI wychodzic ze znajomymi za kazdym razem, kiedy Ci sie gdzies wybieraja, prawda?

    Nie daj sobie dmuchac w kasze! Walcz kobieto albo polegnij na zawsze! :))) Calusy!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mu mówiłam, że marudzę, bo nam dla mnie to za często, i dalej nic. On mnie nie ignoruje tylko uważa, że wyolbrzymiam i taka ze mnie maruda po prostu. A z tego co wiem, ja i tak go ponoć najkrócej trzymam ze wszystkich jego byłych LOL. Walczę, Hania, walczę, bylebym tylko nie poległa na polu bitwy :) xx

    OdpowiedzUsuń