no to chyba czas na małe podsumowanie.
39 dni... tyle właśnie nie widziałam Pitera. kurczę, teraz to brzmi nawet fajnie. gorzej było, jak tyle dni było przede mną! za nami setki wiadomości, dosłownie... chwała Ci panie za facebooka - to była w zasadzie jedyna możliwość naszego codziennego kontaktu. i faktycznie było tak, że ten kontakt był codziennie :D
już leci z powrotem :) nastą godzinę z rzędu. będzie jutro, ale z tego co wiem nie damy się rady zobaczyć :( za to w niedzielę... aż mam przyspieszone tętno jak sobie pomyślę, że w końcu go wyściskam. stęskniłam się strasznie. on mówi, że też, najbardziej podobało mi się, jak napisał "i'm dying to see u" (dosł. umieram żeby Cię zobaczyć hehe, czyli po polsku "nie mogę się doczekać aż cię zobaczę" :))
w ogóle w trakcie całej naszej rozłąki pisał takie strasznie kochane rzeczy, że tęskni, że nie może sie doczekać jak mnie przytuli, że mnie pragnie, że myśli o mnie, że jest cały mój itd itp. aż to wszystko podejrzanie piękne... tylko patrzeć jak jebnie jakiś grom z jasnego nieba.
tzn. już jebnął, ale na nieco innym polu - mówią, że jak ktoś ma szczęście w miłości, to nie ma szczęścia w kartach... no to ja właśnie wydałam 250 funtów na naprawę auta, które nie było nawet jako tako zepsute, tylko coś tam w nim buczało... wydałam fortunę (jak dla mnie) a auto buczy nadal, bo mechanik naprawił to, o uważał za pilniejsze... idź pan w chuj, zęby w ścianę i poszli dalej... weź tu bądź mądry i próbuj oszczędzać... a tu moje urodziny w drodze, Pitera też zresztą (co ja mu kupię???? przecież tak mało go jeszcze znam...), o świętach wolę nawet nie myśleć...
Ex już sobie wije gniazdko ze swoją szczęśliwą rodzinką hehe. wiem, bo do mnie dzwonił dzień przed wyjazdem po nich. dzwonił, bo przyszedł do mnie do domu, ale mnie nie zastał, a czuł się niepewny, i w ogóle do dupy i stwierdził, że tylko ja go mogę teraz zrozumieć!!! lol. a potem jeszcze napisał smsa, że to jego ostatnia noc, jako tzw. kawalera (!!!!), bla bla bla i na koniec "kocham cię... jeszcze :(". nóż się w kieszeni otwiera. jakieś głupkowate teksty, a w łóżku inna baba... matko, telenowela argentyńska jak się patrzeć!!
no, to idę zaraz spać, bo im szybciej się położę, tym szybciej będzie jutro, a jutro to już chyba będę miała telepawkę z niecierpliwości i podekscytowania...
yupi!!! :D
Kartki z pamiętnika pewnej wiecznie niezadowolonej z życia emigrantki. I o tym jak to jest dzielić życie z obcokrajowcem, który jest tubylcem :)
Kilka słów o mnie....
Blog ten to mój prywatny pamiętnik, więc piszę w nim, co mi się żywnie podoba, niezależnie od tego, co myślą inni.
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz