mam najlepszego faceta na świecie!
to oficjalne.
łaziliśmy kilka dni temu po sklepach. zaciągnął mnie do jubilera...
(nie, nie, nie po TO to co myślisz!!)
... żeby pooglądać zegarki. no i pokazał mi serię"sportowych" zegarków, które mu się podobają. i choć ja nie noszę zegarka już kilka lat od razu na nie zachorowałam. "na nie" bo wybór kolorów, wielkości itp. jest dość spory. zaczęłam przeliczać kasę, czy mogę sobie pozwolić, ale stwierdziłam, że sobie daruję i poczekam do urodzin i go sobie wtedy zażyczę. ale Peterowi powiedziałam, że jest najgorszy, bo przez niego chcę coś, bez czego żyło mi się wcześniej całkiem dobrze :P
następnego dnia przyszedł z siłowni i zaczął się podniecać, że właśnie papież koło niego przejechał :D a chwilę potem przynióśł małą torębkę, i powiedział "mam coś dla ciebie". już wiedziałam co to :D

spytałam z jakiej okazji, a on na to, że z żadnej.
zawsze zapisuję ile godzin przepracowałam danego dnia, to i otwieram kalendarz a tam - jak krowie na rowie - 16 wrzesień, rocznica pierwszej randki :)
I po raz kolejny okazało się, że nasze życie to jeden wielki zbieg okoliczności.
Peter śmiał się jak powiedziałam, że będę nawet w nim spać :P
a tak z innej beczki.
myślałam, że wynajmując mieszkanie z agencji wprowadzimy się do miejsca, gdzie będzie porządnie posprzątane, i wszystkie urządzenia domowe będą działać. okazało się, że bardzo się myliłam. był już u nas hydraulik naprawić przeciek rury pod zlewem, dziś elektryk "walczyć" z lodówką (zamraża a nie chłodzi a ustawiona jest na zero) i grzejnikami. jeden grzejnik jest do wymiany, inne sprawdzę dopiero w nocy, bo wtedy powinny się włączyć. lepiej zrobić to teraz niż jak przyjdzie zima, a wszyscy mówią, że to już niedługo! więc okazało się, że pan elektryk nie umie naprawić naszej lodówki, i dzwoniła do mnie dziewczyna z agencji - dostaniemy nową! kolejna mała rzecz a cieszy :) wysłałam jej rozmiary i czekamy do "po weekendzie" :)
aha, pan elektryk - typowy Szkot z wyglądu: rudy, blady, piegowaty :) - pytał ile już tu mieszkam, że tak dobrze mówię, i że troszkę ze szkockim akcentem. połechtał mi ego :) ale chyba chciał być miły, bo Peter cały czas powtarza, że nigdy nie będę miała szkockiego akcentu...
wcale nie chcę :P obędę się bez :P
mialam kiedys chlopaka w Edynburgu, Polaka. Uwazam, ze tez mowil ze Szkockim akcentem.
OdpowiedzUsuńJa też chce taki zegarek!!!:)
OdpowiedzUsuńA problemów z lodówka współczuje i jednocześnie zazdroszcze, że dostaniesz nowa. Nasza dalej dziwne dźwieki wydaje, ale tfu tfu działa.
Gosia - nie no, jakąś tam naleciałość mam i Ci, co tu już trochę mieszkają, ale Piter uważa, że nigdy nie będę mówić ze szkockim akcentem. no i chyba nie będę się z nim o to kłócić, on też nigdy nie mówiłby z polskim akcentem :P
OdpowiedzUsuńOla - zegarek jest bombowy :) co chwila się na niego gapię :P A lodówka przyjeżdża już jutro :D