Kilka słów o mnie....

Blog ten to mój prywatny pamiętnik, więc piszę w nim, co mi się żywnie podoba, niezależnie od tego, co myślą inni.
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...

piątek, 24 września 2010

to po kolei.

tiramisu wyszło kosmiczne! sama zżarłam większość -nie, nie żeby nie chcieli - po prostu się podłączyłam pod miskę, i tyle było :P

no tak. u mnie to jak na sinusoidzie. w ostatnim poście jechałam po Pitusiu jak po gó**ie, a teraz muszę naprostować.
przyszłam któregoś dnia z pracy i od progu zwróciłam (jędza!) Pitolowi uwagę, że czegoś nie zrobił, czy źle coś zrobił - nie pamiętam. ale nie żeby chamsko czy coś, w ramach żartu z uśmiechem na twarzy.
a ten dostał szału, wydarł się i wyszedł z pokoju! no makabra jakaś. wyrywny to on jest jak nie powiem. poczekałam aż się uspokoi, bo z nim to nie ma co gadać tak "na świeżo" i poszłam mu wytłumaczyć, że zwracam mu uwagę, bo w interesie nas obojga jest, żeby wykonywał pewne czynności poprawnie, i że po nim nie jadę.
przeprosił, i przyznał rację. powiedziałam mu, że mnie wkurzają gary zostawiane dla mnie na następny dzień i takie tam.
miał teraz dwa dni wolne - wolnego nie miał już dawno, więc może to wpłynęło na jego wcześniejsze zachowania - przychodzę z pracy a tu zrobione i rozwieszone pranie, gary pomyte, w domu nikogo, a za chwilę sms "przepraszam, zapomniałem wynieść śmieci" :D czyli będą jeszcze z niego ludzie. i nie jest chyba tak, że robi mi na złość, albo jest leniwy.
jeszcze tylko ta pasta do zębów... ja to nigdy nie mogę być w pełni zadowolona ;P hehe.

no i pogadałam z nim o kasie na zakupy. żeby go nie wystraszyć, poprosiłam o wkładanie 50 funtów do szufladki, żeby było na zakupy, a jak się kasa skończy, to znowu itd. no i nie ma problemu :) teraz to i tak zaoszczędzimy, bo jego rodzice jadą na kilka dni do Rzymu i zabierają siostrę Pitera i jej faceta, więc my się mamy zająć ich domem, a przede wszystkim psem. dlatego też Pitolowa mama powiedziała, że zapełni dla nas lodówkę. no i jeszcze nam przywiozą prezenty :) pytali co chcę, ale ja jestem tak wychowana, że nie umiem przyjmować ani prosić o takie rzeczy, więc nie powiedziałam. zostałam za to zmuszona, żeby zrobić listę moich ulubionych perfum :)

od naszego wyjazdu do Polski i odkąd mieszkamy razem przytyło mi się z 2 kg. ale Pitol jest lepszy, on ma z 4 do przodu :) ale muszę przyznać, że dobrze mu z tym, zwłaszcza, że chodzi często na siłownię, i poszło mu w mięśnie. pozwolę sobie tu teraz na wyznanie - cycki to on ma chyba teraz większe niż ja (jędrniejsze na pewno :P)... i mam nową obsesję, nie mogę przestać go macać hihi. ma taki fajny rowek w klacie ahahaha :D moje małe ciacho.
kocham go nad życie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz