Kilka słów o mnie....

Blog ten to mój prywatny pamiętnik, więc piszę w nim, co mi się żywnie podoba, niezależnie od tego, co myślą inni.
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...

czwartek, 14 października 2010

w sumie dzieje się niewiele.
stres, stres i jeszcze raz stres.
to oficjalne - nienawidzę swojej pracy! albo może nie tyle pracy, co w niej ludzi. robi mi się niedobrze co rano jak pomyślę, że znowu mam tam iść. jeszcze nigdy nie było aż tak źle...
no i stresa mam, bo zaczęłam szukać czegoś innego, ale póki co cisza. nie wiem, może za wysoko mierzę... no ale przecież nie chcę się pakować w to samo gówno, bo po co? problem w tym, że w większości miejsc płacą teraz płacę minimalną, a to też mnie nijak nie urządza, bo nawet przy pełnym etacie nie zarabiałabym wystarczająco... no ale warto zaryzykować, może lepiej mieć mniej pieniędzy ale spokój duszy... zresztą, ja tu sobie gdybam, ale nie ma o czym, bo jeszcze nikt nawet się nie pofatygował, żeby mi powiedzieć w twarz, że mam spieprzać na bambus szukać kokosów.

no i moje chłopczę też ma stres, bo w jego pracy też nie za ciekawie, ale on ma o tyle lepiej, że wie, że już "zaraz" zmienia pracę, tylko musi poczekać na jeden list z pozwoleniem i tyle... i jego stres jest łagodzony duuużo lepszymi pieniędzmi niż mój...

ale nieważne. poza tym mam jeszcze jeden kłopot. napożyczałam ludziom pieniędzy jakiś czas temu, i teraz mam problem, żeby to odzyskać. wkurwia mnie wieczne upominanie się, o własne, ciężko zarobione pieniądze.aż się rzygać chce! bo co mnie obchodzi, że teraz nie mogą oddać, jak pożyczyli dwa lata temu? ja nie pożyczam, jak wiem, że nie będę miała z czego oddać! chociaż jedno mi z tego zostanie, "dobry zwyczaj - nie pożyczaj". masakra, szkoda gadać... tylko nerwów szkoda...
a poza tym mój Robaczek jest bardzo kochany, rozpuszcza mnie jak dziadowski bicz. w tym tygodniu byliśmy dwa razy w restauracji, dzień po dniu! aż mi się tęskni za domowym jedzeniem :P w związku z czym idę zaraz ugotować rosół. mam smaka! szkoda tylko, że on go nie tknie - bo dla niego klarowna zupa "to takie nic". no chyba, że tym razem zmuszę, bo krytyki bez próbowania nie lubię!
a poza tym dupa rośnie... we znaki daje się promocja lodów Ben&Jerry's w moim sklepie. kto próbował, ten wie, że są najlepsze na świecie! jedno półlitrowe pudełko kosztuje 4.18funtów (właśnie, jak się robi znaczek funta przy "polskiej" klawiaturze?), a dwa pudełka - 3 funty!!! no i gdzie tu logika??

aaa, no i w niedzielę jedziemy do Newcastle... na zakupy :) zostaniemy na noc w motelu (matko, kiedy to ja ostatnio spałam w takim miejscu??) i wrócimy w poniedziałek. taki niby "mini urlop".

no, to idę walczyć z tym rosołem, a potem sobie posprzątam mieszkanie to może mi się humor polepszy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz