zafundowałam sobie urlopik. ni stąd ni zowąd okazało się, że za pracę podczas kilku bank holiday'i dodano mi kilka dni do normalnej puli urlopu. i co?
zaplanowałam sobie, że oprócz wyspania się, złożę sobie cv do kupy, i powysyłam je tu i tam.
dzisiaj jest szósty, i przedostatni dzień.
cv jak nie było, tak nie ma :(
nie mam pomysłu jak się do tego zabrać...
ale za to odpakowałam kupioną dawno temu drukarkę i zeskanowałam wszystkie zdjęcia, które mam w albumach, wykonane jeszcze zwykłym, nie-cyfrowym aparatem. tym samym zafundowałam sobie podróż sentymentalną z wyjazdu do USA... 7 lat temu... bosz, jak ten czas leci.
abstrahując od tego, zaczynam się zastanawiać nad odłożeniem kasy na jakiś botox czy coś, bo mi się ostatnio bardzo pogorszyło. zmarszczki pod lewym okiem są dramatyczne. tzn. nie miałabym z nimi problemu, gdyby były skierowane w górę, takie "pozytywne" zmarszczki od uśmiechu, ale nie! one chamsko zjeżdżają w dół twarzy tworząc "smutny" uśmiech... żeby chociaż były proporcjonalne, ale nie! w zasadzie mam je tylko z jednej strony twarzy, w życiu nie spotkałam kogoś tak nieproporcjonalnego jak ja :(
jak już wcześniej wspominałam, moja pani doktor zleciła parę badań. wszystkie wyszły w porządku. a wszystko po to, żeby laryngolog miał kawę na ławie jak się u niego zjawię (ale mi się zrymowało).
ale listu z zaproszeniem do kliniki jak ni widu, ni słychu. aż w końcu przyszedł, a ponieważ nie pasowała mi data wizyty, zadzwoniłam by ją zmienić. a tam pani po drugiej stronie słuchawki, że to moja ostatnia zmiana. no to ja jej na to, że jak to ostatnia jak ja jeszcze nie zrobiłam pierwszej, a ona na to, że nie stawiłam się już na dwie (!) wizyty! no to mnie trafiło!
potrzebowałam chwilę, żeby rozkminić, aż w końcu do mnie dotarło.
klatka w bloku, w którym mieszkamy ma tylko 6 mieszkań i jest na tyle bezpieczna, że jak nikogo nie ma w żadnym z mieszkań, to ani listonosz, ani nikt inny, do niej nie wejdzie. no i tu powstało pytanie - gdzie są moje dwa listy ze szpitala - i bóg wie ile jeszcze innych. zadzwoniliśmy do royal mail i za ich radą dorobiłam klucz do klatki i pojechałam do siedziby poczty, żeby dostarczono je mojemu listonoszowi.
i cały czas się zastanawiam, czy powinnam człowieka pogrążyć, bo jeśli nie mógł się dostać do klatki, powinien był zwrócić listy do głównej siedziby, i spróbować znowu następnego dnia, i tak w kółko macieju. listy ze szpitala były wysyłane do mnie w co najmniej tygodniowych odstępach. a ja jak nie miałam, tak ich nie mam. kto zawinił? listonosz, magazyn z którego listy wychodzą? nie wiem czy drążyć ten temat dalej, czy oszczędzić sobie nerwy i to zostawić to w cholerę. tylko trochę strach, bo znów czekam na list ze szpitala, ale o tym niżej.
w końcu do laryngologa dotarłam. w gabinecie oprócz niego i pielęgniarki siedziało 3 studentów, co niepotrzebnie podniosło mi poziom adrenaliny. no i mówię mu, że mam notoryczny ból gardła, spuchnięte migdały, sucho w buzi i takie tam. obejrzał gardło, wsadził rurę do nosa, żeby obejrzeć migdałki z drugiej strony i mówi, że nie ma wskazań, żeby migdałki wyciąć.
a że po to tam poszłam, więc ja na to, że często ropa mi się zbiera jak przy anginie ropnej, a ten do mnie z wyrzutem: "no ale tego to mi pani wcześniej nie powiedziała!". nosz jasna dupa, przecież mówię teraz! a poza tym to on jest lekarzem i powinien mi chyba zadać jakieś dodatkowe pytania po moim opisie objawów. nie wiem, może podważyłam jego autorytet przy studentach i się zdenerwował?
zdenerwował w każdym razie mnie, pajac jeden.
aa, i mówię mu, że jak miałam jakieś 5 lat, to usunieto mi trzeci migdałek, a ten do mnie - " a czemu tylko jeden?" a skąd ja mam do jasnej anielki wiedzieć, dlaczego w latach 80-tych usuwano w potrzebie jeden, a nie wszystkie?
no ale dostałam to co chciałam! :)
bardzo miła pani pobrała mi krew do badania układu immunologicznego. była bardzo miła, bo po moim akcencie nie była w stanie określić, skąd pochodzę i stwierdziła, że tym jak mówię zawstydzam jej naród, bo oni nie znają obcych języków, nie mówiąc już o tym, że tak dobrze. i tym poprawiła mi humor :) choć szczerze muszę przyznać, że odkad szkocki to moja druga krew, to zdarza mi się nie rozumieć jak ktoś mówi "książkowym" angielskim, albo jak ma australijski akcent :/
no ale teraz czekam na list z zaproszeniem na zabieg wycięcia migdałków (oby do mnie doszedł!). z tego co mówiła, zabieg powinien mieć miejsce do 12 tygodni od wizyty, więc mam dziwne przeczucie, że dostanę datę idealnie w srodku mojeg urlopu w Polsce!
a co jest w tym wszystkim najlepsze? po takim zabiegu dają... 2 TYGODNIE wolnego! na głowy poupadali :D
tak trochę z innej beczki. złożyłam aplikację do collegu. teraz miesiące oczekiwania na odpowiedź i ewentualne zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną. tylko ciii, żeby nie zapeszyć :)
tak się podekscytowałam, że Pitol - również jak ja znudzony monotonią swojego życia, też aplikował, tylko że na inny kierunek :) zobaczymy co z tego wszystkiego wyjdzie... proszę trzymać kciuki.
a tymczasem - dziś jest 21 marca - WIOSNAAAAA :)
w końcu!
zaplanowałam sobie, że oprócz wyspania się, złożę sobie cv do kupy, i powysyłam je tu i tam.
dzisiaj jest szósty, i przedostatni dzień.
cv jak nie było, tak nie ma :(
nie mam pomysłu jak się do tego zabrać...
ale za to odpakowałam kupioną dawno temu drukarkę i zeskanowałam wszystkie zdjęcia, które mam w albumach, wykonane jeszcze zwykłym, nie-cyfrowym aparatem. tym samym zafundowałam sobie podróż sentymentalną z wyjazdu do USA... 7 lat temu... bosz, jak ten czas leci.
abstrahując od tego, zaczynam się zastanawiać nad odłożeniem kasy na jakiś botox czy coś, bo mi się ostatnio bardzo pogorszyło. zmarszczki pod lewym okiem są dramatyczne. tzn. nie miałabym z nimi problemu, gdyby były skierowane w górę, takie "pozytywne" zmarszczki od uśmiechu, ale nie! one chamsko zjeżdżają w dół twarzy tworząc "smutny" uśmiech... żeby chociaż były proporcjonalne, ale nie! w zasadzie mam je tylko z jednej strony twarzy, w życiu nie spotkałam kogoś tak nieproporcjonalnego jak ja :(
jak już wcześniej wspominałam, moja pani doktor zleciła parę badań. wszystkie wyszły w porządku. a wszystko po to, żeby laryngolog miał kawę na ławie jak się u niego zjawię (ale mi się zrymowało).
ale listu z zaproszeniem do kliniki jak ni widu, ni słychu. aż w końcu przyszedł, a ponieważ nie pasowała mi data wizyty, zadzwoniłam by ją zmienić. a tam pani po drugiej stronie słuchawki, że to moja ostatnia zmiana. no to ja jej na to, że jak to ostatnia jak ja jeszcze nie zrobiłam pierwszej, a ona na to, że nie stawiłam się już na dwie (!) wizyty! no to mnie trafiło!
potrzebowałam chwilę, żeby rozkminić, aż w końcu do mnie dotarło.
klatka w bloku, w którym mieszkamy ma tylko 6 mieszkań i jest na tyle bezpieczna, że jak nikogo nie ma w żadnym z mieszkań, to ani listonosz, ani nikt inny, do niej nie wejdzie. no i tu powstało pytanie - gdzie są moje dwa listy ze szpitala - i bóg wie ile jeszcze innych. zadzwoniliśmy do royal mail i za ich radą dorobiłam klucz do klatki i pojechałam do siedziby poczty, żeby dostarczono je mojemu listonoszowi.
i cały czas się zastanawiam, czy powinnam człowieka pogrążyć, bo jeśli nie mógł się dostać do klatki, powinien był zwrócić listy do głównej siedziby, i spróbować znowu następnego dnia, i tak w kółko macieju. listy ze szpitala były wysyłane do mnie w co najmniej tygodniowych odstępach. a ja jak nie miałam, tak ich nie mam. kto zawinił? listonosz, magazyn z którego listy wychodzą? nie wiem czy drążyć ten temat dalej, czy oszczędzić sobie nerwy i to zostawić to w cholerę. tylko trochę strach, bo znów czekam na list ze szpitala, ale o tym niżej.
w końcu do laryngologa dotarłam. w gabinecie oprócz niego i pielęgniarki siedziało 3 studentów, co niepotrzebnie podniosło mi poziom adrenaliny. no i mówię mu, że mam notoryczny ból gardła, spuchnięte migdały, sucho w buzi i takie tam. obejrzał gardło, wsadził rurę do nosa, żeby obejrzeć migdałki z drugiej strony i mówi, że nie ma wskazań, żeby migdałki wyciąć.
a że po to tam poszłam, więc ja na to, że często ropa mi się zbiera jak przy anginie ropnej, a ten do mnie z wyrzutem: "no ale tego to mi pani wcześniej nie powiedziała!". nosz jasna dupa, przecież mówię teraz! a poza tym to on jest lekarzem i powinien mi chyba zadać jakieś dodatkowe pytania po moim opisie objawów. nie wiem, może podważyłam jego autorytet przy studentach i się zdenerwował?
zdenerwował w każdym razie mnie, pajac jeden.
aa, i mówię mu, że jak miałam jakieś 5 lat, to usunieto mi trzeci migdałek, a ten do mnie - " a czemu tylko jeden?" a skąd ja mam do jasnej anielki wiedzieć, dlaczego w latach 80-tych usuwano w potrzebie jeden, a nie wszystkie?
no ale dostałam to co chciałam! :)
bardzo miła pani pobrała mi krew do badania układu immunologicznego. była bardzo miła, bo po moim akcencie nie była w stanie określić, skąd pochodzę i stwierdziła, że tym jak mówię zawstydzam jej naród, bo oni nie znają obcych języków, nie mówiąc już o tym, że tak dobrze. i tym poprawiła mi humor :) choć szczerze muszę przyznać, że odkad szkocki to moja druga krew, to zdarza mi się nie rozumieć jak ktoś mówi "książkowym" angielskim, albo jak ma australijski akcent :/
no ale teraz czekam na list z zaproszeniem na zabieg wycięcia migdałków (oby do mnie doszedł!). z tego co mówiła, zabieg powinien mieć miejsce do 12 tygodni od wizyty, więc mam dziwne przeczucie, że dostanę datę idealnie w srodku mojeg urlopu w Polsce!
a co jest w tym wszystkim najlepsze? po takim zabiegu dają... 2 TYGODNIE wolnego! na głowy poupadali :D
tak trochę z innej beczki. złożyłam aplikację do collegu. teraz miesiące oczekiwania na odpowiedź i ewentualne zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną. tylko ciii, żeby nie zapeszyć :)
tak się podekscytowałam, że Pitol - również jak ja znudzony monotonią swojego życia, też aplikował, tylko że na inny kierunek :) zobaczymy co z tego wszystkiego wyjdzie... proszę trzymać kciuki.
a tymczasem - dziś jest 21 marca - WIOSNAAAAA :)
w końcu!
A paracetamolu nie przepisali? :)
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki za college i zabieg.
Pozdrawiam,
M.
ps: WIOSNAAAAAAAAAAAAAAAA!!!
No popatrz, nie przepisali :)
OdpowiedzUsuńDzięki za kciuki, przydadzą się.
Ps. Wiosnaaaaaaaaaaa! :D
A wiesz, ze mi tez ostatnio nie przepisali, poszlam z zapaleniem zatok, gotowa do walki o antybiotyk i o dziwo, lekarz sam zaproponowal. Doznalam lekkiego szoku.
OdpowiedzUsuńJa też się nasłuchałam jaka to brytyjska opieka zdrowotna jest straszna, ale ja nie mogę narzekać, to chyba jednak indywidualna cecha każdego lekarza, moja gp jest wręcz nadopiekuńcza :)
OdpowiedzUsuńJa tez w sumie nie moge narzekac, zarowno gdy mialam radioaktywne leczenie tarczycy jak i po wypadku opieka byla swietna. Raz na jakis czas trafi mi sie 'paracetamolowiec', ktory nie zna innych lekow, ale ogolnie nie jest zle.
OdpowiedzUsuńMusze przyznac, ze "paracetamolowca" nie spotkalam dawno, ale moze tez dlatego, ze nie chodze do lekarzy z niczym, co wyleczyc move sama. Choc ostatnio bardzo sie zdziwilam, kiedy moja gp wyciagnela ksiazke i zaczela szukac alternatywnego leku :) - nie zebym uwazala to za grzech, bo zawsze twierdzilam, ze to domena inteligencji wiedziec gdzie co znalezc zamiast ryc na pamiec :)
OdpowiedzUsuńA na jakie kierunki Państwo aplikowali? Pozdrawiam! ;)
OdpowiedzUsuń