całkiem niechcący zaczęliśmy się ze znajomą parą bawić w "come dine with me". tzn nie jakoś tam bardzo na serio, po prostu od czasu do czasu coś tam pichcimy, oczywiście tylko żeńska część naszej paczki :)
cytrynowy biszkopt.

Kartki z pamiętnika pewnej wiecznie niezadowolonej z życia emigrantki. I o tym jak to jest dzielić życie z obcokrajowcem, który jest tubylcem :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz