Kilka słów o mnie....

Blog ten to mój prywatny pamiętnik, więc piszę w nim, co mi się żywnie podoba, niezależnie od tego, co myślą inni.
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...

piątek, 29 kwietnia 2011

jak się pieprzy, to wszystko naraz.

czy białe kłamstwo jest wybaczalne?
myślę, że tak, bo sama nieraz nieco zmieniałam fakty, aby kogoś nie skrzywdzić, albo osiągnąć coś, a przy tym nic nikomu nie popsuć. ale jego kłamstwo zabolało.
nie będę się wdawać w szczegóły, bo myślę, że to nikomu do życia nie jest potrzebne. i wolałabym żeby nikt komentarzem nie zbagatelizował i nie zrujnował mojego małego świata :)

w każdym razie wyszło na jaw, że niedługo po tym jak się poznaliśmy P. dopuścił się małej zmiany rzeczywistości. dla niego było to tylko ubarwienie, mało znaczący fakt.
ale ze względu na naszą różnicę kulturową - która jak już wielokrotnie powtarzałam - zawsze będzie nie do przeskoczenia, dla mnie ten fakt okazał się w pewien sposób ważny, ale nie znaczący. no i jak to bywa kłamstwo ma krótkie nogi, wyszło szydło z worka.
no i wielka kłótnia (w obecności znajomych co gorsze), bo ten się zaczął wypierać, że tego nie powiedział, a ja akurat, choć pamięć mam beznadziejną, dokładnie to zapamiętałam, bo dla mnie sprawa była ważna. i potem jeszcze był na tyle bezczelny, żeby się na mnie wściec, że jego kłamstwo powtórzyłam mojej rodzinie! nieświadoma, że to bzdura...
atmosfera w domu - lepiej nie mówić :(
dla mnie osobiście zawartość tego kłamstwa, nie ma większego znaczenia, dla mojej rodziny - tak.
niesmak został. bo to kłamstwo zakwestionowało sens naszego związku...
już niby wszystko wyjaśnione, ale martwi mnie fakt, że choć dom nie został zburzony, to została wyjęta cegłówka z fundamentów. a przecież życie na pewno jeszcze kilka wyjmie...

jakby tego był mało o mały włos nie zaczęliśmy dziś pływać w naszym mieszkaniu.
wróciliśmy z popołudniowych spacerków/odwiedzin/zakupów. wróciliśmy wcześniej niż zwykle, bo pogoda byle jaka. stoję w łazience wypakowując pastę z pudełka, a tu nagle
- sru!
ze ściany pod tym plastikowym pudłem od prysznica zaczęła lać się woda, a jej większość na podłogę. z pomocą sąsiada znaleźliśmy główny zawór, żeby ją zakręcić.
ale takie rzeczy mogą się zdarzać tylko w pierwszy dzień jednego z najdłuższych łikendów w roku! bo lejąca się woda to dla naszej agencji nie jest sprawa nie cierpiąca zwłoki. chuj że będziesz śmierdzieć, czwarty raz używać ten sam talerz, a gówno popychać w dół rury łyżką drewnianą!
chwałą panu, że facet siostry P. to hydraulik, więc ten tymczasowo coś tam pozaklejał taśmą do kabli (nie ma gdzie dostać części), tak żebyśmy do tego wtorku przetrwali zanim agencja będzie osiągalna.

a no i moja łamaga dostała w końcu zasiłek z okazji złamanej nogi - nie wiem skąd pogląd, że UK to państwo opiekuńcze, bo P. dostał 50f. na tydzień.
nie wiem na co to ma mu starczyć, skoro nie pokrywa nawet całej jego części czynszu...

jak nie urok to sraczka.

2 komentarze:

  1. Faceci i klamstewka... moglabym napisac gruba ksiazke. Brytyjczycy i klamstewka... moglabym napisac 10 grubych ksiazek. Wiem, ze boli, ale zycie ma to do siebie, ze wyjmie jedna cegielke a pozniej wstawi dwie w zamian. My mielismy duzo cegielek wyjetych z fundamentow a pozniej zdarzyl sie moj wypadek i zbudowalismy piekne, nowe fundamenty pod zupelnie nowy 'dom'.

    A zasilki to sa tu dobre dla nastolatek co robia dzieci, zeby mieszkanie dostac. Moj zdrowotny to bylo £280 miesiecznie, a samego czynszu placilam wtedy £500. Zeby w sciane poprostu!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja mam takie problemy. Zawsze wiesz jak mnie podnieść na duchu :)

    OdpowiedzUsuń