Kilka słów o mnie....

Blog ten to mój prywatny pamiętnik, więc piszę w nim, co mi się żywnie podoba, niezależnie od tego, co myślą inni.
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...

środa, 31 sierpnia 2011


to tak.
interwju było. stresu co niemiara. ale się udało. "awans" jest, ale jakby to... połowiczny. bo wracam na lodówy... znowu będzie mnie telepać non stop, ale mam nadzieję, że nie będę marznąć na marne. mam "pod sobą" bardzo mały dział, i dobrze - mniej stresu i łatwiej się wykazać. co to z tego będzie to się dopiero okaże. dzię był mój pierwszy dzień jako sekszyn lider i pierwszy dzień po urlopie. gęba myślałam, że mi się połamie od ziewania. jeszcze nie mam grafiku, ale godziny mam mieć tragiczne i bardzo długie. od 8-17.30 albo 13-22. w sumie to chyba nie powinnam narzekać, bo wczesniej wstawałam do pracy o 3 w nocy! a teraz będzie mi ciężko się przyzwyczaić, bo miałam całe dnie dla siebie, a tu dupa. skończyło się babci sranie. no i z Pitolem będę się częściej mijać, bo on zaczyna najczęściej pracę o 17ej :(
ale ogólnie jestem nastawiona pozytywnie. wszyscy byli dziś dla mnie bardzo mili.
o dziwo :P

a urlop... był cudny, gorąco, pięknie, nawet nie tak drogo. przez to, że w knajpach można dostać "turystyczne" menu i za dychę zjeść 3 dania i się napić, przytyłam 3kg w 10 dni! idź pan w cholerę z taką robotą... :P
kupa śmiechu, bo przez Pitola tatuaże (jak sądzę) , spacerując główną ulicą przechodziły koło nas podejrzane cichociemne typy szepcząc "haszisz?" :D
P także nie wierzył, jak mu powiedziałam, że "Polaków jak psów..." i żeby się nie zdziwił. nie uwierzył, do momentu, jak leżąć na plaży "sąsiedzi" z obu stron byli mojej narodowości :P
miałam radochę, bo udało mi się przeczytać 3 książki, nawet P przeczytał jakieś 240 stron czegoś tam - to chyba jego rekord życiowy :D
było wprawdzie parę zgrzytów, kilka razy myślałam, że go piznę z podobiznę, ale to nic nadzwyczajnego...
fantastyczna pogoda, nawet jak dla mnie gorąc nie z tej ziemi. plaże miejscami nawet pustawe - nie wiem, czy przez to, że łatwiej się poparzyć, gdy owiewa cię lekka bryza od oceanu, czy po prostu ludziom się nie chciało dupy ruszać znad basenu.
i te pyszne pomarańcze... choć nie w sezonie i pewnie z chłodni, ale i tak sto razy smaczniejsze niż te tutaj.
myślałam, że się popłaczę wyjeżdżając. a na miejscu 10 stopni i deszcz. nic tylko się pochlastać.
TU trochę fotek jakby ktoś miał ochotę popatrzeć.

moja mam też wróciła z wycieczki - była w Turcji. moja walnięta 55latka wróciła do Polski z nogą w gipsie. tak się rozglądała dookoła na jakimś statku, że nie zauważyła różnicy w poziomach pokładu... i stłukła sobie kość, czy coś w tym stylu, tym samym przedłużyła sobie urlop o kilka tygodni.

minęło 5 lat odkąd jestem w Szkocji.
minął rok odkąd mieszkamy razem z Pitolem, i tylko cudem się żeśmy jeszcze nie pozabijali.
wróciłam dziś z pracy do domu, a tam czekał na mnie piękny bukiet kwiatów i dvd z filmem, który bardzo lubię :)

2 komentarze: