mam jakiś dupny dzień. łzy mam w oczach co chwila. jeszcze mnie Pitol wkurza do tego.
a zaczeło się od tego, że w pracy miałam zapierdol jak cholera, bo ktoś tam jest na urlopie, więc jego robota była ledwo ruszona, a ja potem musiałam zapieprzać jak idiotka przez 9 godzin.
wracając z pracy do domu jakaś debilka wymusiła na mnie pierwszeństwo i o mały włos - dosłownie - nie rozpieprzyłam się spektakularnie.
a w domu ciemno - bo po jaką cholerę odsłonić rolety, skoro prosiłam o to milion razy.
bo po cholerę, domyślić się, że najwyższa pora sciągnać ciuchy z suszarki, skoro jakoś magicznie lądują w szufladzie.
bo po cholerę wstawić pranie, skoro ciuchy same dostają nóg i lezą do pralki.
bo po co poodkurzać, skoro poprosiłam o to dwa dni temu.
no i w końcu, po cholerę pisać tego bloga? (chyba mu nie pasuje, że nie może go przeczytać, a myśli że mu tylko dupsko non stop obsmarowuję)
no i na koniec, po cholerę mnie przytulić, jak już się rozryczałam i wyjawiłam wszystkie swoje gorzkie żale...
kogo to obchodzi, że ja zapierdalam 50 godzin w tygodniu za marne grosze.
bo po co mi pomagać w domu, skoro jest się tak strasznie zmęczonym pracą 20 godzin w tygodniu...
no i czemu by nie jebnąć durnego tekstu, że jak jestem taka nieszczęśliwa, to może powinnam pomyśleć o odejściu.
bo czemu by nie wyjść do pubu ze znajomymi z pracy po raz bóg wie który beze mnie... bo przecież nikt nie pzychodzi z parą. to nic, że takie imprezy są co chwila, a ja siedzę jak ta idiotka sama w domu. no bo kogo to obchodzi? przecież nie kogoś. kto mnie kocha.
nawet wczoraj kupno nowej kurtki, torebki i perfumy poprawiło mi humor tylko na chwilę.
a zaczeło się od tego, że w pracy miałam zapierdol jak cholera, bo ktoś tam jest na urlopie, więc jego robota była ledwo ruszona, a ja potem musiałam zapieprzać jak idiotka przez 9 godzin.
wracając z pracy do domu jakaś debilka wymusiła na mnie pierwszeństwo i o mały włos - dosłownie - nie rozpieprzyłam się spektakularnie.
a w domu ciemno - bo po jaką cholerę odsłonić rolety, skoro prosiłam o to milion razy.
bo po cholerę, domyślić się, że najwyższa pora sciągnać ciuchy z suszarki, skoro jakoś magicznie lądują w szufladzie.
bo po cholerę wstawić pranie, skoro ciuchy same dostają nóg i lezą do pralki.
bo po co poodkurzać, skoro poprosiłam o to dwa dni temu.
no i w końcu, po cholerę pisać tego bloga? (chyba mu nie pasuje, że nie może go przeczytać, a myśli że mu tylko dupsko non stop obsmarowuję)
no i na koniec, po cholerę mnie przytulić, jak już się rozryczałam i wyjawiłam wszystkie swoje gorzkie żale...
kogo to obchodzi, że ja zapierdalam 50 godzin w tygodniu za marne grosze.
bo po co mi pomagać w domu, skoro jest się tak strasznie zmęczonym pracą 20 godzin w tygodniu...
no i czemu by nie jebnąć durnego tekstu, że jak jestem taka nieszczęśliwa, to może powinnam pomyśleć o odejściu.
bo czemu by nie wyjść do pubu ze znajomymi z pracy po raz bóg wie który beze mnie... bo przecież nikt nie pzychodzi z parą. to nic, że takie imprezy są co chwila, a ja siedzę jak ta idiotka sama w domu. no bo kogo to obchodzi? przecież nie kogoś. kto mnie kocha.
nawet wczoraj kupno nowej kurtki, torebki i perfumy poprawiło mi humor tylko na chwilę.
Buuuuu. Niedobrze. Ale takie dni tez musza byc, zeby jutro moglo byc lepiej.
OdpowiedzUsuńPolecam: goraca kapiel, jakis glupi babski film, duuuuzo lodow lub czekolady (lub lodow i czekolady). A jak nie pomoze to mam jeszcze jeden sposob w podobnych sytuacjach: mysle sobie o ludziach, ktorzy nie maja rak i nog, i jak maja gorszy dzien to nawet nie moga tupnac w podloge. A ja moge. I od razu mi lepiej.
Przytulam.
Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej. Zazwyczaj mam takie numery jak jestem "hormonalna" :/ Już mi się parę dni zbierało na smuta... A z Twoich metod to lody i oglądam Strictly. Sama w domu, bo P znowu poszedł balować beze mnie... :(
OdpowiedzUsuńMoj juz nie chodzi balowac (wyrastaja z tego) ale czesto zostawia mnie sama gdy zachce mu sie wycieczki rowerowej. Znika wtedy na kilka godzin. Czesto tez znika w sypialni bo pracuje w domu wieczorami.
OdpowiedzUsuńKiedys sie wkurzalam, teraz traktuje to jako czas dla siebie i robie wtedy "babskie" rzeczy (np. serwuje sobie domowe spa albo ogladam Sex & The City).
Jutro bedzie lepiej, tak mysle.
Ja nie mam nic przeciwko, żeby wychodził gdziekolwiek. Tylko te je jego imprezki pracownicze... :/ Mam nadzieję, że z tego wyrośnie, bo szlag mnie już...
OdpowiedzUsuń