Kilka słów o mnie....

Blog ten to mój prywatny pamiętnik, więc piszę w nim, co mi się żywnie podoba, niezależnie od tego, co myślą inni.
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...

sobota, 24 grudnia 2011

Pitolowe urodziny udały się nad wyraz. Tort, który upiekłam smakował wszystkim, nawet Pitolowi, no i dekoracja też wyszła tak, jak chciałam.



Poszliśmy do pubu, gdzie P cały czas powtarzał, że nie idzie na miasto. Wystarczyło kilka drinków, i sam mnie ciągnął do taksówki. Balet udał się bardzo, przekonałam się, że chyba nadal mam to coś - jak bym chciała, to bym coś wyrwała :D
A następnego dnia nawet nie miałam kaca :)

Ale co najważniejsze - najgorsze za mną :) Po raz pierwszy od pięciu lat okres przedświąteczny okazał się w pracy relatywnie łatwy, zamówień nie było tyle co w poprzednich latach, wyrobiliśmy się zanim na sklep zaczęły napierać dzikie tłumy. Nawet wstawanie o 2.30 rano nie bolało tak bardzo :P Stresu było niewiele więcej niż w normalne dni. Był wprawdzie jeden incydent, ale nie chce mi się nawet o tym pisać. Na koniec wczorajszej zmiany dostałam flaszkę od mojego menadżera i flaszkę od mojego współ-sekszyn lidera z życzeniami wesołych świąt. Z tymi flaszkami na pewno będą wesołe. A tak na serio, to miło mi się zrobiło.
A i zabawnie jest być szefem własnego faceta :)

Teraz mam 3 dni wolnego. Szaleństwo! Dziś cały dzień stałam w kuchni. Zrobiłam sobie uszka i sałatkę warzywną, a potem piekłam ciastka na prezenty:



W międzyczasie zadzwoniła mama z życzeniami i przekazał telefon dookoła stołu. Łezka mi się zakręciła, bo tak strasznie za nimi tęsknię... I tak bardzo chciałabym tam być z nimi.
Moja wigilia? Skończyłam już "bawić" się w kuchni, a teraz siedzę przed telewizorem. Ekscytujące. Idę flaszkę otworzyć. A prezenty - po brytyjsku - otwieramy jutro.

Tak więc Wam kochani życzę wesołych, rodzinnych świąt, mnóstwa prezentów i dobrego humoru!

2 komentarze:

  1. Wesołych Świąt, ja też, jak pewnie wiele osób na emigracji tęskni za rodziną:) Trzymaj się !

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję! I nawzajem. Mam nadzieję, że święta się udały.

    OdpowiedzUsuń