Kilka słów o mnie....

Blog ten to mój prywatny pamiętnik, więc piszę w nim, co mi się żywnie podoba, niezależnie od tego, co myślą inni.
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...

środa, 7 grudnia 2011

Póki co, chyba nie jest najgorzej (???)
Pracuję średnio 9-11 godzin dziennie. Najgorsze jednak przede mną - święta. Tak, tak, najgorsze... Każdy kto pracuje w handlu potwierdzi, że nic tak nie obrzydza świąt bożego narodzenia, jak praca w sklepie. Aż mnie trzęsie na samą myśl, bo będzie kupa stresu, z przewagą kupy, i praca po -naście godzin dziennie. Mam nadzieję, że zleci szybko, i w miarę bezboleśnie.
Póki co miałam jedną zmianę, podczas której miałam zostać sama, ale przez to, co się działo, mój "współ-sekszyn lider" zaliczył 15-godzinną zmianę. Nie wiem jak on daje radę, zwłaszcza że ma z tego co pamiętam 66 lat. Ja jestem wykończona po około 9.
Ale wracając do sedna, trochę się przestraszyłam, że nie dam sobie rady, gdy zostanę tam sama. To był jeden z tych dni, kiedy wszystko poszło źle.
Jeden van się zepsuł, więc go podmieniliśmy na drugi. Zostaliśmy bez dodatkowego, więc wysłaliśmy dwóch kierowców, żeby pojechali dodatkowy pożyczyć - wrócili późno, więc ich dostawy były spóźnione, a za każde spóźnienie dostajemy konkretny opieprz. Mało? Wtedy kolejny kierowca zadzwonił, że miał wypadek! Cały rozstrzęsiony... Wpadł w poślizg i skasował przód vana na drzewie. Nic mu się nie stało, ale że był to jego 7 incydent, już nie będzie kierował, więc będzie nam brakowało kierowców. I kółko się zamyka. Potem zadzwoniła kobiecina ze skargą. No i tu zwątpiłam w siebie, bo zrozumiałam, że jeden z naszych vanów uderzył w tył jej auta, a okazało się, że przeoczyłam słowo "prawie". A prawie robi różnicę :(
Gdy już myślałam, że to już koniec, kolejny kierowca zadzwonił, że jego van się zepsuł. A ja prawie wychodziłam do domu. To wszystko mi uświadomiło, że jeszcze mam dużo do nauczenia, dużo cierpliwości do zyskania. I jak wiele próblemów jeszcze nie umiem roziązać sama...

W związku z tym, że Pitol był u nas kiedyś kierowcą (i tam go właśnie poznałam), w związku z tym że znowu musimy zatrudnić nowego/-ych kierowcę/-ów, zwłaszcza takich na których można liczyć, mój współ-sekszyn lider spytał, czy P nie chciał by do nas wrócić. A że Pitol aktualnie szuka pracy na część etatu, żeby dorobić do pożyczki studenckiej, być może wkrótce znów będzie pracował w mojej firmie. Się okaże czy to dobry pomysł, choć fakt jest taki, że zmiany by się nam nie pokrywały...
A tymczasem idę zmyć makijaż i do wyra, bo jutro trzeba to wszystko zrobić jeszcze raz, od nowa...

PS. Właśnie zapakowałam Pitolowe prezenty na jego sobotnie urodziny. Ale radocha :)
PS2. Czeka mnie jeszcze upieczenie i udekorowanie Pitolowi torta urodzinowego, na co sama zgłosiłam się na ochotnika :P
PS3. W zasadzie to zakończyłam kupowanie prezentów świątecznych :)
PS4. Nie musiałam brać pożyczki, ani nawet tykać karty kredytowej - straczyło mi kasy :D Łuu huu :)

6 komentarzy:

  1. ale masz kociol w pracy matko!!!!
    ale dajesz rade kobito!!
    dzielna jestes!
    ja jeszcze nie mam prezentu dla Meza i pomyslu brak - on mowi ze szlafrok cche no ale kurde przeciez ejstesmy dopiero 4 lata po slubie to chyba nie ten czas co by szlafrok tylko dac;)
    Pozdrawiam
    PS Macie snieg?

    OdpowiedzUsuń
  2. Rany, jak Ty sobie radzisz kobieto? Normalnie pomnik powinnas dostac i ksiazke napisac o tym jak... upiec i udekorowac tort oraz kupic wszystkie prezenty bez uzycia karty kredytowej! :))))) Gratulacje! :)

    A co do pracy, to niezly burdel, ale juz niedlugo, wszyscy sie przejedza w swieta i w styczniu bedziecie mieli spokoj. Jeszcze troszke. Wytrzymasz!

    Trzymam kciuki i pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Pati - dzięki za słowa otuchy. Dzielna? Czasem odwaga równoważy głupotę :)
    Z tym szlafrokiem to nie wiem, pamiętaj że ja dopiero co dostałam patelnię na drugą rocznicę :) W sumie szlafrok jest chyba wystarczająco "osobisty" :)
    Śniegu nie ma, jest za to huragan o imieniu Bawbag :D
    Haniu - sama nie wiem jak mi się to udało, zwłaszcza że na prezenty P wydałam ponad 3 stówki. A co do pracy - to muszę zacisnąć zęby i przetrzymać, choć jest ciężko - dziś kolejny pracownik miał wypadek, ten straszny wiatr popchnął bramę wjazdową, łącznie z chłopakiem, który ją zamykał, wylądował w szpitalu z podejrzeniem dwóch złamań :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Trochę zazdroszczę Ci tych prezentów, ja na razie wysyłam paczkę do Polski, a dla A. nie mam nic i nie mam pomysłu na prezent!!!.
    Powodzenia w pracy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie ma czego zazdrościć - co roku wybieramy się z P na zakupy, i pokazujemy sobie, co chcemy dostać, co ułatwia sprawę. A muszę to załatwiać szybko, bo u mnie w pracy grudzień to armagedon!

    OdpowiedzUsuń
  6. Czasem takie prezenty ułatwiają sprawę, ale dla mnie taki prezent to nie prezent:) wolę dać niespodziankę i w tym roku wyjątkowo mam dylemat:((. W sprawie armagedonu w pracy możemy sobie podać rękę.

    OdpowiedzUsuń