Moja praca doprowadza mnie na skraj załamania nerwowego. Poniedziałek był rodem z piekła, ale nie będę się wdawać w szczegóły. Biłam się z myślami, i doszło do tego, że napisałam smsa do mojego menedżera, że mam dość i chę zrezygnować z pozycji sekszyn lidera. Nic nie odpisał - i dobrze. Bo to w zasadzie wszystko jego wina. Przysięgam, w życiu nie miałam kierownika, który byłby taką cipą. Nie potrafi opanować działu, pracownicy robią co chcą i wchodzą mu na głowę, i nie robią tego co powinni. Jak tylko trzeba kogoś zdyscyplinować, albo wykonać coś, co nie należy do przyjemności, to zwala tę robotę na mojego drugiego sekszyn lidera (na mnie jeszcze nie, ale to kwestia czasu). W zasadzie, to jedynym obowiązkiem jaki ma, jest ustalanie grafiku, który i tak spieprza za każdym razem! Jak tylko ma gdzieś dziurę, to wpisuje kogolwiek, a potem się okazuje, jak kierowca się nie stawi w pracy, że został wpisany na grafik, ale nikt mu o tym nie powiedział, albo nie spytał o zgodę, skoro to jego dzień wolny. Powysyłam ludzi na urlopy, bo chyba założył, że styczeń u nas - tak jak wszędzie indziej - będzie "cichy", ale co on wie! U nas styczeń jest zawsze całkiem "bizi". Więc kilku kierowców na urlopie, kilku na chorobowym, kilku nie przychodzi, bo nie wie, że są na grafiku, i dzień rodem z piekła gotowy. I do tego cała reszta ekipy robi, co im się podoba. Co na to mój menadżer? Poszedł na urlop!!! Nosz kurwa jego mać. Frajer pieprzony.
Już, już miałam iść do głównego sklepowego żeby mu powiedzieć, że ja pierdolę taki awans, ale jak zawsze mój menadżer ma szczęście, że ma drugiego sekszyn lidera, który powiedział, że tak dobrze mi idzie, że szkoda by się poddawać.
No i mnie namówił. Nie wiem wprawdzie, jak ja to przeżyję zwłaszcza, że mam sama "poprowadzić szoł" w sobotę - aż mnie telepie na samą myśl, bo to jest akurat najbardzie przesrany dzień u nas. Brzuch mnie boli na samą myśl.
Ale ponoć co nas nie zabije, to nas wzmocni.
To się akurat okaże.
A aplikacje o pracę i tak zaczełam rozsyłać, i może jeszcze do koledżu zaaplikuję. A co! Byleby się z kotła wydostać.
A co będzie, jak zawsze, czas pokaże...
Kartki z pamiętnika pewnej wiecznie niezadowolonej z życia emigrantki. I o tym jak to jest dzielić życie z obcokrajowcem, który jest tubylcem :)
Kilka słów o mnie....
Blog ten to mój prywatny pamiętnik, więc piszę w nim, co mi się żywnie podoba, niezależnie od tego, co myślą inni.
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...
Ania nie stresuj sie praca, zycie jest za krotkie, zeby marnowac energie na stres sluzbowy (wiem, latwiej powiedziec niz wykonac).
OdpowiedzUsuńSciskam. I pamietaj, no likey no lighty!
Ja wiem, tylko mnie wkurza że jak wszystko idzie nie po mojej myśli, muszę tam siedzieć do rozwiązania problemu, czyli po 12-13godzin. I pracuję z bandą bezmózgich leni.
OdpowiedzUsuńI gdyby no likey no lighty działało w mojej pracy, to siedziałabym non stop w ciemnościach.
Ale dzięki. I też ściskam.
Szybkiego wydostania się z kotła życzę!!
UsuńDzięki!
UsuńA moze poszukaj pracy bibliotece - to chyba jedyny w miare "bezstresowy" zawod... :)) Oj Ania, nie przejmuj sie tak praca. Wszystko bedzie dobrze, a jak nie, to znajdziesz cos lepszego! W koncu glupia nie jestes, jezyk znasz, to zawsze sobie poradzisz. Uszy do gory! x
OdpowiedzUsuńja się z Hanią zgadzam, w dodatku w bibliotece możesz sobie czasem poczytać! :)
OdpowiedzUsuńZgadzam się zupełnie, szkoda tylko że łatwiej powiedzieć, niż zrobić. A książki uwielbiam, to popatrzę, czy gdzieś zatrudniają w bibliotekach :)
OdpowiedzUsuńno widzisz, wystarczy napisać na blogu, cztery dni i problem rozwiązany. :)
OdpowiedzUsuń