Kilka słów o mnie....

Blog ten to mój prywatny pamiętnik, więc piszę w nim, co mi się żywnie podoba, niezależnie od tego, co myślą inni.
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...

piątek, 3 lutego 2012

Pracy w bibliotece - jak tu niektórzy sugerowali - nie znalazłam. Częściowo pewnie dlatego, że tam jej nie szukałam. Jeszcze.
Po kilkunastu dniach prosto z piekła decyzje zostały podjęte. Czy słuszne? To się okaże.
Tak mi to wszystko już siadało na psychikę, że mój mózg robił nadgodziny nawet w domu. I we śnie.
Bałam się, że jak zdecyduję się zrezygnować z mojej jakże niebywałej kariery jako sekszyn lider, nie będę mogła zostać u siebie na dziale i że utną mi godziny, jak to się zaczęło dziać we wszystkich innych działach.
Usiadłam, porozmawiałam, wytłumaczyłam. Że moje nerwy są na to za słabe. I to są nerwy za nie takie pieniądze. I wiem, że mogło mnie to zaprowadzić w jakieś lepsze miejsce.
W dupie to mam.
Ale udało się - jeśli można tu mówić o jakimkolwiek sukcesie. Zostaję u siebie na dziale, wciąż na pełnym etacie, ale jako zwykły pracownik - a może i niezwykły, bo tak zwany "back office colleague".
No i potworna ulga. Kamień z serca.
Bo przecież nie każdy musi "robić karierę". Bo nie każdy musi dążyć do nie wiadomo jakiego sukcesu zawodowego. Bo nie każdy musi latać do pracy w szpilkach.
Znów będę mogła gotować, piec, i czytać książki, czyli robić to, co tygryski lubią najbardziej.
Święty spokój.
Pewnie nawet bardzo nie odczuję tego bardzo finansowo, bo odłożyłam wystarczająco dużo kasy, żeby spłacić pożyczkę, która ciągnęła się za mną od poprzedniego związku - jako ostatni przypominacz i smród po gaciach.

Miło znów będzie usiąść na kanapie - nie zasnąć w 5 minut. Nawet jeśli jest godzina 17 :P

8 komentarzy:

  1. szkoda z tą biblioteką, myślałam, że się podzielisz doświadczeniami, bo niebawem będę zmuszona odbyć gdzieś praktyki... np. w bibliotece. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. No szkoda... Po pierwsze, biblioteki podlegają pod council, a do pracy w councilu się dostać, to tak jak w Polsce do jakiegoś państwowego urzędu - bez "pleców" nie ma co startować. Po drugie - pewnie musiałabym udowodnić znajomość tej dziedziny, a choć książki uwielbiam, to jednak wciąż z wyboru czytam tylko po polsku i preferuję polskich autorów - dlatego, że nie mam w zasadzie kontaktu z Polakami i nie chcę stracić kontaktu z językiem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, ze wszystko sie ulozylo. Jezeli praca na nizszym szczeblu przyniesie Ci wiecej satysfakcji i mniej stresu, to jest tego warta.
    Ta splata pozyczki to tez swietna sprawa. Zamykasz za soba drzwi do przeszlosci. A swoja droga, to wiesz co u Ex'a?
    Pozdrowienia! :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Więcej satysfakcji raczej nie, ale stresu mniej na pewno.
    A tymi "drzwiami" to chyba trzasnę z radości :)
    I zabawne, że pytasz o exa, bo choć rzadko się to zdarza, to dziś widziałam go z jakąś panną na zakupach. Blondyna z ciemnobrązowymi, kilkucentymetrowymi odrostami, chyba w futerku, lub czymś futropodobnym. Niestety buzi nie widziałam, bo stali tyłem do mnie. Przed nią była jakaś inna, ale go rzuciła. Nie pytaj skąd to wiem. Ludzie zawsze mówią o tym, o czym nie masz ochoty słuchać.
    Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Haha, i ta satysfakcja, ze on juz nie jest Twoim problemem i ze najwidoczniej koles ma problemy ze znalezieniem Twojej godnej nastepczyni...? :) Ech i smieszne, ze nawet w wielkich miastach, plotki i wiesci sie szybko roznosza... :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To największa satysfakcja :) Teraz wie co stracił, zwłaszcza, że chyba myślał, że nigdy nie odważę się odejść. Bo fakt, że łatwo nie było. Ale, co było, a nie jest....
    I jutro idę do banku spłacić ostatnią ratę pożyczki, która mi po nim pozostała.
    A co do wieści, to wiem duuużo więcej, dziwne ile ludzie gadają. Ciekawe, czy on wie tyle o mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I co trzasnelas drzwiami po wizycie w banku? :)))

      A on pewnie tez cos tam slyszy o Tobie, ale chyba cokolwiek to jest, to nie daje mu to takiej satysfakcji... :)

      Usuń
  7. W banku spytali czy nie chcę nowej pożyczki na 2 razy wyższą kwotę :D
    On na pewno coś słyszy o mnie i nie wydaje mi się, żeby cokolwiek go w tym cieszyło :)

    OdpowiedzUsuń