Kilka słów o mnie....

Blog ten to mój prywatny pamiętnik, więc piszę w nim, co mi się żywnie podoba, niezależnie od tego, co myślą inni.
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...

środa, 29 lutego 2012

Dziś jest 29 lutego.
W Szkocji, a może i całej Wielkie Brytanii (nie wiem, nie wnikałam), jest taki przesąd/zwyczaj, że to jedyny dzień w roku, gdy dziewczyny mogą bezkarnie oświadczać się mężczyznom. Jeżeli ten odmówi, musi tej biednej duszy kupić 12 par rękawiczek - jedną na każdy miesiąc roku, by ukryć fakt nie posiadania pierścionka zaręczynowego.

Zabobon zabobonem, ale coś w tym jest. Jakiś czas temu pomyślałam, że choćby dla żartu mogłabym spróbować. Niestety wczoraj P mnie wkurzył, przez co nie przespałam pół nocy, więc oświadczyny były mi nie w głowie.
Zaskoczył mnie więc sms dziś rano - od taty P - z pytaniem, czy wiem, co dziś za dzień? Mówię, że wiem, ale boję się ryzykować odrzuceniem, na co on, że nie wierzy, że zostałabym odrzucona i że byłby dumny mogąc nazywać mnie swoją córką. Bardzo miło mi się zrobiło, zwłaszcza że w zasadzie, to ja nie wiem, co to znaczy mieć tatę.

Wyszło jednak na to, że nie wiem, jak popularny jest to zwyczaj, i czy P o nim wie, ale sam wyskoczył z pytaniem o rok przestępny - nie wiedział, skąd się bierze (jesu, czego oni tu uczą w szkołach?) - a potem wspomniał coś o oświadczaniu się właśnie.
Nie odważyłam się jednak oświadczać, ale spytałam, co jeśli bym spróbowała. Powiedział, że odpowiedź byłaby "nie"!!! Bo niby jest tradycjonalistą, i że to powinno być zrobione "po staremu" i to mężczyzna powinien się oświadczyć. Zdziwiłam się, bo myślałam, że powie, że "tak, ale nie teraz" albo coś w tym rodzaju. A tu taka (niemiła) niespodzianka...
Więc wygląda na to, że jestem jednak na straconej pozycji i ten dzień nigdy nie nastąpi.
Sama zresztą nie wiem, po co by mi to było :P

15 komentarzy:

  1. Myślę, że powiedziałby jednak "Tak" :)
    Następna okazja już za 4 lata!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myślę, że jednak powiedziałby "nie". A za cztery lata to ja mam nadzieję być dawno po ślubie :P

      Usuń
    2. Skoro już na pierścionek zbiera to myślę że więcej niż pewne że za 4 lata to już conajmniej trzecia rocznica będzie!

      Usuń
    3. Eee tam zaraz zbiera :P Bardzo wątpię.
      Haha, trzecia rocznica - dobre sobie... ;P Nosić pierścionek zaręczynowy to jedno, a ustalić datę (i MIEJSCE!) ślubu, to drugie :)

      Usuń
    4. E tam, my się zaręczyliśmy w kilka dni po poznaniu a ślub był w niecały rok później i tylko dlatego tak późno bo wcześniejszych terminów nie było ...

      Usuń
    5. Strasznie romantycznie. P na początku też gadał tylko o dzieciach i ślubie, a potem... przestał ;)

      Usuń
  2. O tym zwyczaju nawet jest film http://www.filmweb.pl/film/O%C5%9Bwiadczyny+po+irlandzku-2010-493235., bardzo przyjemnie się go zresztą ogląda :). Myślę, że zanim upłyną kolejne 4 lata to P sam Ci sie oświadczy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam taką nadzieję. Jak nie, to z buta i wynocha :P

      Usuń
  3. Tez mysle jak Kachna, ze sam sie oswiadczy :)

    Z punktu widzenia zony z (prawie) 2-letnim doswiadczeniem stwierdzam, ze malzenstwo niewiele zmienia. U nas w kazdym razie. Jedyna roznica jest taka, ze teraz gdy sie klocimy to mowimy: rozwiode sie z Toba, a nie jak kiedys: wyprowadzam sie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nawet dzisiaj coś wspomniał o zbieraniu kasy na pierścionek, co doprowadza mnie do szału, bo jest tu zwyczaj, że pierścionek ma być wart 3 wypłaty. A ja biżuterii nie noszę i nie znoszę, więc po cholerę mi takie drogie badziewie? Nie wiem jak mu to wybić z głowy...
    A że małżeństwo nic nie zmienia, to wiem - ale zmienia nazwisko, a mnie się jego bardzo podoba :P.
    No i po jego zmianie, po imieniu i nazwisku będzie trudno zorientować się, że jestem Polką, co może kilka rzeczy ułatwić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, zmiana nazwiska duzo ulatwia. Ja niestety swojego (mezowskiego) nazwiska nie lubie ale on sie bardzo obrazil jak powiedzialam, ze zostane przy swoim (poniewaz moje panienskie bylo wymawiane z L raczej z £ to zawsze brano mnie za Francuzke :))

      My sie nie trzymalismy zasady 3 wyplat bo ja tez nie lubie bizuterii i nie lubie zbednego wydawania pieniedzy. Powiedz mu za ile ma Ci kupic a reszte moze sobie wydac na siebie - napewno sie zgodzi :)

      Usuń
    2. A ja Pitolowe nazwisko bardzo lubię, w dodatku jest to nazwisko "klanowe", z tradycjami, i własnym wzorem tartanu :)
      A ja już mu mówiłam, że jak kupi mi drogi pierścionek to go nie przyjmę :P Wątpię, że podziałało, to chyba jakaś durna szkocka męska duma :P

      Usuń
  5. ej no! czemu mi wcześniej nikt nie powiedział, że gdziekolwiek jest taki zwyczaj?! ja bym się koledze z roku oświadczyła! :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to gdzie byłaś jak mówiłam? Następna szansa już za 4 lata! ;)

      Usuń