Dziś jest 29 lutego.
W Szkocji, a może i całej Wielkie Brytanii (nie wiem, nie wnikałam), jest taki przesąd/zwyczaj, że to jedyny dzień w roku, gdy dziewczyny mogą bezkarnie oświadczać się mężczyznom. Jeżeli ten odmówi, musi tej biednej duszy kupić 12 par rękawiczek - jedną na każdy miesiąc roku, by ukryć fakt nie posiadania pierścionka zaręczynowego.
Zabobon zabobonem, ale coś w tym jest. Jakiś czas temu pomyślałam, że choćby dla żartu mogłabym spróbować. Niestety wczoraj P mnie wkurzył, przez co nie przespałam pół nocy, więc oświadczyny były mi nie w głowie.
Zaskoczył mnie więc sms dziś rano - od taty P - z pytaniem, czy wiem, co dziś za dzień? Mówię, że wiem, ale boję się ryzykować odrzuceniem, na co on, że nie wierzy, że zostałabym odrzucona i że byłby dumny mogąc nazywać mnie swoją córką. Bardzo miło mi się zrobiło, zwłaszcza że w zasadzie, to ja nie wiem, co to znaczy mieć tatę.
Wyszło jednak na to, że nie wiem, jak popularny jest to zwyczaj, i czy P o nim wie, ale sam wyskoczył z pytaniem o rok przestępny - nie wiedział, skąd się bierze (jesu, czego oni tu uczą w szkołach?) - a potem wspomniał coś o oświadczaniu się właśnie.
Nie odważyłam się jednak oświadczać, ale spytałam, co jeśli bym spróbowała. Powiedział, że odpowiedź byłaby "nie"!!! Bo niby jest tradycjonalistą, i że to powinno być zrobione "po staremu" i to mężczyzna powinien się oświadczyć. Zdziwiłam się, bo myślałam, że powie, że "tak, ale nie teraz" albo coś w tym rodzaju. A tu taka (niemiła) niespodzianka...
Więc wygląda na to, że jestem jednak na straconej pozycji i ten dzień nigdy nie nastąpi.
Sama zresztą nie wiem, po co by mi to było :P
Kartki z pamiętnika pewnej wiecznie niezadowolonej z życia emigrantki. I o tym jak to jest dzielić życie z obcokrajowcem, który jest tubylcem :)
Kilka słów o mnie....
Blog ten to mój prywatny pamiętnik, więc piszę w nim, co mi się żywnie podoba, niezależnie od tego, co myślą inni.
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...
Myślę, że powiedziałby jednak "Tak" :)
OdpowiedzUsuńNastępna okazja już za 4 lata!!
A ja myślę, że jednak powiedziałby "nie". A za cztery lata to ja mam nadzieję być dawno po ślubie :P
UsuńSkoro już na pierścionek zbiera to myślę że więcej niż pewne że za 4 lata to już conajmniej trzecia rocznica będzie!
UsuńEee tam zaraz zbiera :P Bardzo wątpię.
UsuńHaha, trzecia rocznica - dobre sobie... ;P Nosić pierścionek zaręczynowy to jedno, a ustalić datę (i MIEJSCE!) ślubu, to drugie :)
E tam, my się zaręczyliśmy w kilka dni po poznaniu a ślub był w niecały rok później i tylko dlatego tak późno bo wcześniejszych terminów nie było ...
UsuńStrasznie romantycznie. P na początku też gadał tylko o dzieciach i ślubie, a potem... przestał ;)
Usuńeh :))
UsuńO tym zwyczaju nawet jest film http://www.filmweb.pl/film/O%C5%9Bwiadczyny+po+irlandzku-2010-493235., bardzo przyjemnie się go zresztą ogląda :). Myślę, że zanim upłyną kolejne 4 lata to P sam Ci sie oświadczy:)
OdpowiedzUsuńJa też mam taką nadzieję. Jak nie, to z buta i wynocha :P
UsuńTez mysle jak Kachna, ze sam sie oswiadczy :)
OdpowiedzUsuńZ punktu widzenia zony z (prawie) 2-letnim doswiadczeniem stwierdzam, ze malzenstwo niewiele zmienia. U nas w kazdym razie. Jedyna roznica jest taka, ze teraz gdy sie klocimy to mowimy: rozwiode sie z Toba, a nie jak kiedys: wyprowadzam sie :)
Nawet dzisiaj coś wspomniał o zbieraniu kasy na pierścionek, co doprowadza mnie do szału, bo jest tu zwyczaj, że pierścionek ma być wart 3 wypłaty. A ja biżuterii nie noszę i nie znoszę, więc po cholerę mi takie drogie badziewie? Nie wiem jak mu to wybić z głowy...
OdpowiedzUsuńA że małżeństwo nic nie zmienia, to wiem - ale zmienia nazwisko, a mnie się jego bardzo podoba :P.
No i po jego zmianie, po imieniu i nazwisku będzie trudno zorientować się, że jestem Polką, co może kilka rzeczy ułatwić :)
To fakt, zmiana nazwiska duzo ulatwia. Ja niestety swojego (mezowskiego) nazwiska nie lubie ale on sie bardzo obrazil jak powiedzialam, ze zostane przy swoim (poniewaz moje panienskie bylo wymawiane z L raczej z £ to zawsze brano mnie za Francuzke :))
UsuńMy sie nie trzymalismy zasady 3 wyplat bo ja tez nie lubie bizuterii i nie lubie zbednego wydawania pieniedzy. Powiedz mu za ile ma Ci kupic a reszte moze sobie wydac na siebie - napewno sie zgodzi :)
A ja Pitolowe nazwisko bardzo lubię, w dodatku jest to nazwisko "klanowe", z tradycjami, i własnym wzorem tartanu :)
UsuńA ja już mu mówiłam, że jak kupi mi drogi pierścionek to go nie przyjmę :P Wątpię, że podziałało, to chyba jakaś durna szkocka męska duma :P
ej no! czemu mi wcześniej nikt nie powiedział, że gdziekolwiek jest taki zwyczaj?! ja bym się koledze z roku oświadczyła! :) :) :)
OdpowiedzUsuńNo to gdzie byłaś jak mówiłam? Następna szansa już za 4 lata! ;)
Usuń