Kilka słów o mnie....

Blog ten to mój prywatny pamiętnik, więc piszę w nim, co mi się żywnie podoba, niezależnie od tego, co myślą inni.
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...

środa, 7 listopada 2012

Maaaaaaaaaaaaaaaaaaaaam! Dostałam pracę!!!!!!!!!!!!!! Łuuuuuuuuuuuuuuuu :DDDDDDD
(tu podskakuje, macha rękami i wydaje z siebie dzikie dźwięki).

No to teraz jestem Wam winna wyjasnienia. Niewiele wcześniej pisałam, bo nie chciałam zapeszać.

Wszystko zaczęło się jeszcze w sierpniu, kiedy wraz z Pitolem poszliśmy do mojego banku, żeby założyć wspólne konto. Siedzieliśmy w poczekalni czekając na naszą kolej, a przez uchylone drzwi było słychać jak jakiś Polaczek się produkuje, gorzej niż łamaną angielszczyzną. Kali być, kali mieć, kali założyć konto biznesowe. Babka mu mówi, że żeby założyć konto biznesowe ona mu musi zadać wiele pytań, więc lepiej żeby wrócił jutro z kimś, kto może tłumaczyć. On że ok. Ale to Kali nie założyć dzisiaj konto biznesowe? Dzisiaj nie, jutro - z kolegą. Dobrze, jutro. Ale Kali nie mieć kolegi.

Ja nie wiem czemu mnie stresują takie sytuacje, skoro to nie ja powinnam się wstydzić, ale mam jakieś takie dziwne poczucie przynależności narodowej, które czasem każe mi się wstydzić za innych Polaków. Więc weszłam do gabinetu lekko szara na twarzy, i już w drzwiach wypaliłam do babki że ma anielską cierpliwość, i aż dziw, że go szybciej nie wywaliła za drzwi. Ona tylko zaśmiała się mówiąc, że ten wcale nie był najgorszy i że już się przyzwyczaiła. No to ja jej na to, żartem, czy nie zatrudniają tłumaczy, bo ja chętnie zmienię pracę. Ona że tłumaczy nie, ale jak chcę to mogę jej przynieść cv-ałkę. Potem przeszliśmy do sedna rzeczy, ale gadało nam się z tą babką super - z około 30 minutowej wizyty zrobiło się ponad godzinę, ale byłam naprawdę pod wrażeniem. Pogadaliśmy też o dupie marynie, powiedziała że jestem najbardziej szkocko brzmiącą Polką jaką w życiu widziała, i że jeśli chcę, to serio mogę jej przynieść cv.

Pomyślałam - tiaaa, a na cv złożonej do banku praca jako sprzątaczka albo pani na kasie na pewno zrobi wrażenie.
Ale mimo to następnego dnia zaniosłam, i dostałam ochrzan, że ta cv-ałka wcale mnie nie sprzedaje. Kazała mi iść, i przynieść poprawioną. Tak też zrobiłam. Wróciłam z poprawioną. Powiedziała, że lepiej, i że dziś ma być jakiś tam jej boss, to ona mu poda, z tym że zastrzegła, że ona nic oprócz tego nie może zrobić, i że "mam nie wstrzymywać oddechu".
I tu historia się zakończyła.
Wyjechałam sobie na urlop w Chorwacji, i zapomniałam o całej sprawie.
Po powrocie na początku września zadzwonił telefon. Że z banku i przepraszam, że to tak długo zajęło (!), i czy chcę przyjść na selekcję grupową.
No to poszłam. Miało nas być 12 osób, ale 3 nawet nie raczyły się pojawić :). Dostaliśmy jakieś zadania i trzeba było sobie poradzić w grupie. Dowiedzieliśmy się też, że nawet nie ma jeszcze żadnych wakatów, ale mają być za jakiś czas, dlatego oni już wolą mieć ludzi gotowych wskoczyć na wolne miejsce.
I znowu cisza, minął tydzień, więc napisałam do nich maila z pytaniem jak mi poszło. Odpowiedziano, że mi powiedzą na rozmowie kwalifikacyjnej.
Ta rozmowa była dwa tygodnie temu, w środę. Powiedziano mi, że odezwą się w piątek, jednak jak wróciłam do domu, zadzwonił telefon.
No i tu historię znają ci, którzy przeczytali poprzedniego posta. Że gratulujemy, i że masz pracę, tylko jeszcze te teściki. Które już kiedyś uwaliłam.
No to siedziałam parę dni, i tłukłam co tylko znalazłam w necie.
Zabrałam się do nich w niedzielę, jak pozbyłam się Pitola z domu, żeby mi nie łaził, i nie przeszkadzał. Serce myślałam, że mi wyskoczy z piersi, a ulga po ich zakończeniu była niewyobrażalna.
W ten poniedziałek zadzwonił telefon, że testy poszły mi bardzo dobrze, i że teraz to już ich piłka ruszyć to do przodu, bo muszą mnie sprawdzić pod kątem jakichś przestępstw, dostać referencje itp. W zależności od tego ile czasu to zajmie, zacznę pracę na początku grudnia, lub stycznia. Jeszcze nie wiem w którym oddziale.

Szczęśliwa jestem nie z tej ziemi. W końcu praca, z której będę mogła być dumna. W końcu praca od poniedziałku do piątku, no, może będą soboty do południa, ale mi to nie przeszkadza. Wolne weekendy, święta i bank holideje :)
Koniec wstawania w środku nocy. Koniec marznięcia w pracy (u nas w kanciapie jak siedzę rano przy kompie nie ma ogrzewania!). A najbardziej nie mogę się doczekać, kiedy im wszystkim powiem - kilka szczęk opadnie na glebę - parę w szoku, parę z zazdrości, parę z radości, że mi się udało.

Bosz, co za radocha :D
I tak, tak, wiem, że i tak prędzej czy później znienawidzę tę pracę, jak każdą inną, ale teraz to nie ma znaczenia. Teraz będę jeden stopień wyżej na drabinie.
I Pitol musi porzucić nadzieję na bobo na kolejne... nie wiem, dwa lata? Się zobaczy.

-----------------------------------------------------------------

Na prośbę Magdy - opisuję co następuje :)
Wczoraj w końcu wykorzystałam swój prezent z zeszłorocznych świąt bożego narodzenia. czyli pojechaliśmy na występ Michaela McIntyre. Było naprawdę super, myślałam że się posikam ze śmiechu. Miałam tylko jednę chusteczkę w torebce, więc zostały z niej strzepki od ocierania łez. Michael wyglądał i zachowywał się tak samo jak w tv, plus trochę poprzeklinał, czego w tv się nie uraczy. I sporo też improwizował, co uważam za wyczyn godny podziwu. Jeśli ktoś ma okazję go zobaczyć - bardzo polecam!

19 komentarzy:

  1. Gratuluje! :-))
    Praca w banku nie jest zła :) co prawda stres i odpowiedzialnosc ogromna (szczegolnie jak sie duzymi pieniedzmi obraca) ale jest satysfakcja.
    Ja po 5 latach pracy na kontach osob fizycznych mialam juz lekko dosyc ale to dopiero po 5 latach :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Ja wiem, że to jest coś co będę lubić, zwłaszcza, że biorąc pod uwagę moją obecną pracę, to duży awans :)
      Pewnie i tak prędzej czy później będzie mnie wkurzać, ale grunt że udało mi się wyrwać stąd, bo już się bałam że utknęłam tu na dobre....

      Usuń
  2. super ciesze sie! i gratuluje! huraaaa

    OdpowiedzUsuń
  3. Super! Gratulacje! Bardzo sie ciesze, tak trzymac. A jaki to bank?

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratulacje:) Super jest czytac jak sie rodaczkom uklada poza granicami. Ps sama od dwoch lat mieszkam w UK i Twoj blog jest mi bardzo bliski:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ja też lubię jak moim "blogowym znajomym" coś się udaje.
      A Ty gdzie mieszkasz? I jak mnie znalazłaś ;) ?

      Usuń
    2. Do Ciebie trafilam przypadkiem jakis czas temu z innego bloga:) Od dwoch lat mieszkam w Torquay (pol-zach anglii)

      Usuń
  5. Wiedzialam, ze dostaniesz, spryciulo! Gratulacje!

    Na Michaela tez sie kiedys wybiore. Bylam na wystepie Stephen'a K Amosa, tez ryczalam ze smiechu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że wiedziałaś :) Ja nadal nie wierzę - nie uwierzę, dopóki nie zobaczę :P
      Mnie się marzy Lee Evans, ale nigdzie nie ma biletów. Zresztą on chyba nie teraz nie występuje.

      Usuń
  6. Super nowina!!! Gratulacje!!!
    Teraz bedziesz musiała chodzić w gajerkach i szpilach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :D
      Właśnie to, co dla niektórych jest smutną codziennością, dla mnie stało się długo wyczekiwaną przyszłością :) A wiesz co jest najlepsze? W końcu nie będę miała dłoni jak robol :P

      Usuń
  7. Troche sie tu rozpanoszylam, poczytalam, poogladalam i chyba zakotwicze u Ciebie na dluzej..jesli mozna oczywiscie;)
    Gratuluje nowej pracy!:)

    Dziekuje za odwiedziny:)
    Udanego weekendu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale panosz się i zakotwiczaj, masz moje błogosławieństwo :) Będzie mi bardzo miło :)

      Usuń
  8. To ja jeszcze raz gratuluje i zycze powodzenia!

    OdpowiedzUsuń