Kartki z pamiętnika pewnej wiecznie niezadowolonej z życia emigrantki. I o tym jak to jest dzielić życie z obcokrajowcem, który jest tubylcem :)
Kilka słów o mnie....
Blog ten to mój prywatny pamiętnik, więc piszę w nim, co mi się żywnie podoba, niezależnie od tego, co myślą inni.
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...
niedziela, 27 stycznia 2013
Przeżyłam pierwsze dwa tygodnie w nowej pracy. I dwa całe wolne łikendy :D
I żyję :)
Stresu było co niemiara, skutkował bólem głowy dzień w dzień, ale ogólnie wrażenia jak najbardziej pozytywne. Ludzie bardzo spoko, a bynajmniej jak na pierwszy rzut oka ;P Bo jak wiadomo szydło wyjdzie z worka. Jest kilka osób, które patrzą na mnie z rezerwą, ale w sumie im się nie dziwię.
Moja managerka jest bardzo spoko, cały czas mi pomaga i daje kolejne zadania, dzięki którym nie umieram z nudów. Na przykład dostałam kilka plików pieniędzy i miałam siedzieć i ćwiczyć liczenie, bo ponoć robię to nieudolnie ;P - no ale co tu się dziwić, wcześniej nawet nie widziałam na oczy tylu tysięcy funtów ;P
Ulgą dla mnie było jej stwierdzenie, że nie będę musiała obsługiwać klientów, dopóki nie poczuję się pewnie, i dopóki ona nie będzie miała pewności, że wiem co robię. Mam 3 miesiące żeby się wszystkiego nauczyć, i choć jest tego wszystkiego od groma, to raczej dam radę, obserwowałam dziewczynę, która pracuje od 5 miesięcy, i ona już śmiga :)
Na jedym ze szkoleń okazało się, że miałam dużego farta dostając ten oddział, bo inni mieli tylko powody do narzekań, bo np. zostali zostawieni sami sobie.
Mam za sobą dwa szkolenia, oba bezsensowne ;) Teraz uczę się obserwując innych zza ich pleców, choć to też jest wyzwanie, bo tak szybko klikają w klawiaturę, że nie nadążam. Mam też cały program szkoleń online.
W piatek po raz pierwszy usiadłam na "kasie", dostałam ileś tam depozytów i miałam sama je wklepać. Wcześniej tego nie robiłam, więc musiałam sama się domyślić, jaka to tranzakcja. W ten sposób moja managerka chciała sprawdzić, co do tej pory się nauczyłam. I udało się, tranzakcje były spoko, zrobiłam tylko kilka małych błędów i udało mi się zbalansować :) Na koniec dnia kierowniczka powiedziała, że jest bardzo zadowolona i że na pewno świetnie dam sobie radę i będę dobrym dodatkiem do grupy.
Z ciekawostek - myślałam, że zatrudniono mnie w tym,a nie innym dziale ze względu na moją narodowość. Tam bowiem mieszka od cholery Polaków, z których wielu nie mówi dobrze po angielsku. Ale bardzo się myliłam, bo okazało się, że nie wolno mi gadać po polsku przy okienku. Nie na złość niedouczonym Polakom, ale ze względow bezpieczeństwa. Mi tam wsio rawno, ale na pewno kochani Polacy będą mi jechać na różnych forach, że nosa zadzieram czy co tam.
Żeby sobie tutaj co poniektórzy nie myśleli, że jest cukierkowo - targety mamy ogromne, ale w przeciwieństwie do mojej poprzedniej firmy, tu wszyscy pracują razem dla wspólnego celu :) W ogóle to nie wierzę, jak szybko przyzwyczaiłam się do innego trybu życia, kończenia pracy później. Już mam wrażenie jakbym nigdzy nie pracowałą w mojej poprzedniej firmie... Nawet Pitol się trochę zaczął starać, i nawet parę razy "ugotował" obiad. Nawet zjadliwy :P
Miałam już (!) pogawędkę z managerem banku na temat mojego ewentualnego awansu w przyszłości, gdzie się widzę w banku w przyszłości itp.
Poza tym moja mama odwiedzi mnie w czerwcu, bo jeszcze nie widziala mojego mieszkania.
A ja niedługo muszę zacząć organizować wizę do Stanów, bo chcemy z Pitolem pojechać na urlop do Nowego Jorku w listopadzie. Szlag mnie trafia, że muszę się bujać do Londynu tylko po to, żeby jakiś pajac stwierdził czy jestem terrorystą i czy mogę wyjechać. I zapłacić za to kupę kasy. Ale hej ho! Czas pokaże co z tego wyjdzie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Oj czekalam na ten wpis bo bylam ciekawa jakie sa Twoje wrazenia z nowej pracy. Ja tez zawsze dostawalam trzy miesiace w nowej pracy aby sie wdrozyc. Ciesze sie, ze jestes zadowolona.
OdpowiedzUsuńCo do wizy amerykanskiej to ja staralam sie o nia w zeszlym roku i mam doswiadczenie z wycieczka do Londynu i ambasady. Takze jakbys miala jakies pytania to daj znac.
Widzisz, ja byłam w Stanach 8 lat temu i szlag mnie trafia, że muszę znowu jechać się tłumaczyć :(
UsuńNie wiesz na ile naprzód mogę się starać o wizę?
Myślę, że to nie ma znaczenia, ważne abyś miała wizę przed wyjazdem. Mnie wizyta w ambasadzie uświadomiła, że chyba trzeba się postarać o tutejsze obywatelstwo. A nie łatwiej byłoby Ci pociągiem? Koniecznie umów się na jak najpóźniejszą godzinę bo najpierw jest pierwsza tura przy okienkach, a po południu druga z odbiorem wizy. Do kosztów musisz doliczyć koszt zdjęcia, przesyłki kurierskiej, przechowalni Twoich rzeczy (nie możesz mieć telefonu komórkowego, ba nawet kluczyków do samochodu jeśli masz na pilota) i rozmowy telefonicznej aby się umówić (mnie sama rozmowa przez telefon kosztowała 30 funtów tak mi się miło rozmawiało). Ja w sumie zamknęłam się w kwocie 200 funtów, dojeżdżając z Banbury.
UsuńDzięki za rady. Pociągiem taniej, ale za długo, samolotem szybciej, choć drożej.
UsuńJuż w ogóle mi się ten Nowy Jork nie opłaca ;(
Pociągiem z tego co pamiętam to 4.5 godziny, czy aby na pewno samolotem szybciej biorąc pod uwagę odprawę i dojazd na/z lotniska? poza tym nigdy nie wiesz o której z ambasady wyjdziesz, pociąg daje Ci większą elastyczność. A wizę powinnaś dostać na 10 lat, multi. Ja taką mam i na 10 lat mam spokój. W tym roku wybieram się do Bostonu i już nie muszę cudować z wizą.
UsuńOde mnie z 6 godzin. To jakas inna ta wiza, ostatnim razem była "pojedyńcza"...
UsuńHa ha moze Ci zle z oczu patrzylo?
UsuńDzięki ;) Nie, to była inna wiza (już nie pamiętam nazwy) potrzebna do programu work & travel, ważna na 5 miesięcy.
UsuńPodróż ci dłużej zejdzie niż cale visowe spotkanie. No i czekanie. Nasze trwało jakieś 2 min:)
OdpowiedzUsuńA z tym polskim to u nas chcieli wprowadzić zakaz mówienia po polsku w biurze, ale nie udało im się:)
No właśnie wiem, nie dość że wiza, to jeszcze muszę się wykosztować się na loty do Londynu.
UsuńA z tym zakazem to się uda, bo jestem jedyną Polką i to z klientami przy okienku mam nie gadać po polsku.