Kilka słów o mnie....

Blog ten to mój prywatny pamiętnik, więc piszę w nim, co mi się żywnie podoba, niezależnie od tego, co myślą inni.
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...

piątek, 11 stycznia 2013


Zazdrość jest dziwna. Jest to uczucie, które łączy wielu ludzi, choć nie wszyscy się do tego przyznają. Bez sensu, bo prawie każdy zazdrości innemu tego, czego sam nie ma, a chciałby. Ktoś z prostymi włosami zazdrości temu z lokami. Brązowooki zazdrości niebieskookiemu. Można tak bez końca.

Zawsze uważałam się za zazdrośnicę. Jak byłam gruba chciałam być chuda. Zazdrościłam koleżance lalek barbie, dziewczęcego pokoju i jajek kinder.
Zazdrościłam innym pieniędzy, powodzenia, tego że są lubiani, a mnie cieżko o przyjaciół.

Nidgy nie przypuszczałam, że ktoś czegoś pozazdrości mnie. A ostatnio tak sie złożyło, że kilka osób przyznało, że zazdroszczą mi własnego mieszkania. A teraz - nowej pracy.
To zupełnie dla mnie nowa sytuacja, która zresztą, nigdy nie przypuszczałam, będzie miała miejsce.

I uważam, że zazdrość jest ok, jeśli jest jawna, w sensie np. koleś ze starej pracy powiedział mi, że mi zazdrości nowej, lepszej.
I jest też ok, jeśli motywuje do podjecia próby zmiany we własnym życiu.

Zabawna sytuacja dziś. Spotkałam się ze znajomą. Jest mniej więcej w moim wieku. Ona nie ma pracy wcale, szuka, ale nie może znaleźć. Więc zazddrości mi mojej. Ma za to półtoraroczną córcię, przez którą w pewnym sensie nie może tejże pracy znaleźć, bo ją limituje czasowo. A ja jej w pewnym sensie zazdroszczę właśnie tej córci, bo moja koleżanka ma ciążę, poród itp. za sobą.

Los jest dziwny, nie ma uznaje sprawiedliwości ani balansu.

PS. Z tą córcią też dziwna sprawa, bo choć chciałabym to już mieć za sobą, i tak jak niektórzy w moim wieku mieć 10-letnie dziecko, to jednak ogólnie rzecz biorąc dzieci nadal ochoty mieć nie mam. Nie wiem czy powyższe zdanie ma sens ;P
O co chodzi?
Coraz bliżej do 30-tki, a ja nadal nie chcę mieć dzieci. Myślałam, że im będę starsza tym bardziej będę chciała, ale nie. Jest odwrotnie.
Ale wiem, że będę je kiedyś miała (zakładając że wszystko ze mną w porządku), żeby kiedyś na starość nie załować, że ich nie miałam...

Tak tylko chciałam powiedzieć...

6 komentarzy:

  1. Aniu, własnego mieszkania bardzo Ci zazdroszczę bo bardzo trapi mnie to, że nie mamy jeszcze własnego lokum. Mam nadzieję, że w tym roku uda nam się wreszcie to zmienić. Ale to taka głupia zazdrość jest, bo np. mojemu kuzynowi, który ma swoje mieszkanie też bardzo zazdroszczę, głównie tego, że może sobie wbić gwóźdź i ścianę pomalować na czerwono jeśli chce. Ale, kuzyn ma malutką klitkę, 50m - sypialnia, mały salonik z kuchnią, na osiedlu gdzie takich mieszkań jest tysiące, na obrzeżach Krakowa, płaci za nie kupę kasy, kredyt na 30 lat i zero perspektyw na coś większego a mają dziecko. I w takich warunkach będą pewnie mieszkać do emerytury, spać w kuchni z głową przy lodówce jak mała będzie musiała mieć swój pokój. Nie mówiąc o tym, że kupili jak mieszkania były drogie a teraz tanieją. To ja już wolę mieć wynajęte, czynsz nie pochłania połowy naszej pensji, mam 70m, wielki salon, trzy pokoje i dwie łazienki. Ale zazdrościć i tak zazdroszczę.
    Co do pracy to ogromnie się cieszę, że dostałaś pracę w banku. Napewno będzie dużo lepsza niż praca w supermarkecie. Ale zazdrościć nie zazdroszczę bo ze swojej pracy jestem bardzo zadowolona, a i nie chciałabym się użerać z rodakami co nie mówią po Angielsku. Praca ta napewno dostarczy Ci wielu rozrywek! Nie mogę się doczekać Twoich relacji. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie dlatego piszę, że zazdrość jest dziwna, bo - podobnie jak u Twojego kuzyna - nasze mieszkanie jest małe, bo ma chyba 58m2 - choć to też pojęcie względne, bo mieszkanie w którym się wychowałam w Polsce ma chyba 40m2, a w najgorszym momencie, w latach 80tych mieszkało tam 5 dorosłych, 1 nastolatka i 1 dziecko :DDD
      Jednak w przeciwieństwie do Twojego kuzyna mam nadzieję, że dla nas to jest dopiero początek - zależało mi na wykorzystaniu niskich cen na rynku i postawieniu nogi na pierwszym stopniu "drabiny".
      Ale wracając, Twoje wynajęte mieszkanie jest zatem większe niż moje własne, więc to tylko potwierdza moją teorię "dziwności" zazdrości :)
      A co do pracy - to aż się boję. Nie zdziwię się jak się rozniesie po mieście i będą mi się ustawiać kolejki Polaków, co będzie mnie doprowadzać do szału i testować moją cierpliwość ;)

      Usuń
    2. Jasne, Wasze mieszkanie może i ma 58 metrów ale nie macie ani małego dziecka ani babci, która mieszka z Wami przez połowę tygodnia aby zająć się dzieckiem, gdy Wy jesteście w pracy.
      Wiadomo, że kiedyś z sytuacją mieszkaniową było inaczej. Jak się urodziłam moi rodzice wynajmowali pokój z kuchnią w piwnicy z łazienką na korytarzu. A potem czasowo mieszkaliśmy u dziadków, były trzy pokoje, w jednym ja z rodzicami, w drugim babcia i dziadek, w trzecim wujek i ciocia z kuzynem, i jedna łazienka na to całe towarzystwo. Ale to były inne czasy i nikt nie miał wtedy kredytu w banku na trzydzieści lat aby w takich warunkach pomieszkać.

      Usuń
    3. No tak, póki co 58m nam starcza ;) I tak pewnie mamy lepiej niż parę osób ;)

      Usuń
  2. Mieszkania też ci zazdroszcze...nie raz to juz pisałam:) I wkurzam się na siebie, że tak późno dorosłam do decyzji, że chce też kupić. Co do pracy to lubie to co robie, ale zazdroszcze ci odwagi, że zdecydowałaś się na zmianę. Ja się w swojej już zasiedziałam i boję się zmienić na nowa firme. Aaaa i strasznie strasznie też ci zazdroszcze, że jeździsz sama autem:) To moje postanowienie noworoczne, że przełamie się i zaczne jeżdzić po tym szalonym Londynie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nie masz się co na siebie złościć, to jest duża decyzja, trzeba do niej dorosnąć. A patrząc na ostatnie statystki zdziwiłabyś się ilu ludzi w naszym wieku mieszka nadal lub znów z rodzicami, więc nie masz się czym stresować. I tak jesteś w lepszej sytuacji niż oni :)
      A co do pracy to też się sobie dziwię - boję się strasznie, bo tyle się słyszy o zwolnieniach, a ja będę ta nowa, więc w razie czego pierwsza do odstrzału. Wolę o tym nie myśleć. Zdecydowałam się tylko dlatego, że ta praca w zasadzie zapukała do mych drzwi ;P
      A, i ja też w starej firmie się zasiedziałam - 5,5 roku, a Ty ile?

      Sama autem jeżdżę owszem, i tak wolę, bo jak siedzi koło mnie P to tylko by krytykował. A i łatwiej mi, bo ja nigdy nie jeździłam w Polsce. Ale przyznam, że po Glasgow, albo Londynie nie wiem czy bym się odważyła...

      Usuń