Kilka słów o mnie....

Blog ten to mój prywatny pamiętnik, więc piszę w nim, co mi się żywnie podoba, niezależnie od tego, co myślą inni.
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...

piątek, 5 lipca 2013

Mama była i pojechała. Czas zleciał niesamowicie szybko – nawet nie zdążyła mnie dobrze zdenerwować. Pogoda była nawet przyzwoita, jak na tutejsze warunki...


I wyjazd do Londynu tez zaliczony. I zakończony na szczęście sukcesem. Pitol nie mógł się powstrzymać, więc zachowywał się jak typowy turysta – zabrał mnie nawet na wycieczkę tour busem :) Była ładna pogoda, i dzięki temu mogliśmy zobaczyć większość atrakcji. Jedną z nich był spacerek po Harrodsie podczas którego wpadliśmy na nikogo innego jak ... Rihannę!! Niestety jej goryl kazał mi skasować zdjęcie, które jej ukradkiem zrobiłam – miał ze dwa metry wzrostu i nie miałam odwagi się z nim kłócić







Na tym ostatnim zdjęciu, ten mały. ledwie dostrzegalny niebieski punkcik, to Królowa Elżbieta :)

Najważniejszy cel podróży, czyli rozmowa o wizę do USA to był żart, w sensie organizacji ambasady, ale już mi się nawet nie chce na nich strzępić języka. Grunt, że wizę dostałam, na 10 lat. Tylko nie bardzo wiem jak to się ma do ważności paszportu, bo ten mi wygasa w 2019, a wiza 2023? Cholera wie...
No i bilety do NY też już zakupione, normalnie aż mnie trzęsie z radości... :P Wyjeżdżamy 7 listopada, na 15 dni!!! :D
Z newsów, Pitolek w końcu dostał pracę, na pełen etat, całkiem niezłą pracę, i nienajgorzej płatną. Zaczyna kurs przygotowawczy 15 lipca, i jeśli pracy tej nie znienawidzi, to może być to praca na całe życie, która zapewni mu tez emeryturę itp. No i zapewni nam jako takie poczucie bezpieczeństwa finansowego...

Poza tym jest mi smutno, że przez to, że mieszkam tu o tylu wydarzeniach dowiaduję się z ryjoksiążki. Wiem, że to naturalna kolej rzeczy, że o mnie nie pamiętają, w końcu to juz 7 lat jak nie mieszkam w Polsce. Śluby, ciąże i tym podobne zdarzenia z życia moich niegdyś przyjaciół/znajomych, wszystko widzę tylko dzięki netowi – a co jakby go nie było? Niby nic, a jeszcze trochę boli...

A kończąc, tak na nieco pozytywniejszą nutę. Mam co najmniej raz na miesiąc rozmowę z moją menadżerką, a propos moich postępów itp. Rozmawiałyśmy wprawdzie o czym innym, ale jako wniosek do części rozmowy powiedziała, że „choćby jej by bardzo odpowiadało, żebym pracowała w tym dziale, na tym stanowisku przynajmniej do jej emerytury, ale jest pewna że na to nie ma szans”. Cokolwiek to by miało znaczyć :)

PS. Mało mnie tu ostatnio, bo zaabsorbował mnie mój mały ogródeczek, no i przeprosiłam się trochę z książkami ;) Tzn. kupiłam sobie Nooka (czytnik książek), i przerabiam całą Jeżycjadę . Tak, tak, wiem, to książki dla nastolatek, ale tak jakoś mnie naszło, żeby je sobie przeczytać raz jeszcze... I dobrze mi z tym :P

4 komentarze:

  1. Ciesze sie, ze wizyta mamci sie udala...zreszta podobnie jak pogoda:)
    Gratuluje wizy i planow podrozniczych!;)
    I nie przejmuj sie termianami waznosci, do 2019 jest jeszcze sporo czasu, moze zdazysz zmienic obywatelstwo?;)
    Buziale!:*
    ps. Zapomnialabym! Wielkie gratki dla Pitola, stala praca w dzisiejszych czasach to prawdziwy rarytas:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, to obywatelstwo to za drogi wydatek, jak ostatnio sprawdzałam, to było koło 1000 funtów :(
      Dziękuję za wszystkie miłe słowa :)

      Usuń
  2. Ja tam zawsze będę małą dziewczynką, która kocha Jeżycjadę :P

    OdpowiedzUsuń