nie wiem czy ja zawsze byłam taka głupia czy to jakiś nowy nabytek. ja przysięgam, że to spieprzę... nie umiem odpuścić małych rzeczy, jakiś totalnych bzdur. 3 cytryny... jak ktoś oglądał film "Sztuka zrywania" ("The break up"), to wie o co chodzi... :/ skąd mi się to bierze?? potrafię awanturę zrobić o jakieś niedorzeczne pierdoły, wczoraj np. nie odzywałam się do niego, bo mnie zignorował w kantynie na śniadaniu, tzn. usiadł przy innym stoliku, przeszedł koło mnie bez słowa i wyszedł też bez słowa... czy może to ja miałam rację a nie on, gdy powiedział, że to dlatego, że byłam zajęta rozmową z współtowarzyszami śniadania? wściekłam się do tego stopnia, że w drodze do domu o mały włos nie rozpieprzyłam się razem z autem dwa razy, i raz o mały włos nie dostałam w mordę (dosłownie - wysiadł z auta!) od strażaka, którego strąbiłam, bo wymusił na mnie pierwszeństwo ch** jeden! a Peter w tym samym czasie dostał na meczu żółtą kartkę za agresję ...
doszłam do wniosku, że ta moja wścieklizna spowodowana jest tym, jak traktował mnie mój pierwszy "poważny" chłopak, tzn. też często mnie ignorował, też uważał że za dużo się przytulam i takie tam, no i mówił mi, że mnie kocha, choć potem okazało się to wierutną bzdurą. to moje tłumaczenie nie dotarło za bardzo do Petera.
i zawsze potem żałuję i obiecuję sama sobie, że już nigdy więcej! do następnego razu... :(
dobrze, że chociaż rzucanie palenia mi poszło lepiej, to już prawie 6 tygodni.
i kupiłam sobie rower. piękny! fioletowy! :) i odkąd go mam pada prawie codziennie, a dupa nadal boli od siodełka :D
a tymczasem Peter jutro zaczyna kurs w szkole, 7 tygodni, potem egzamin i jak zda, ma zagwarantowaną pracę i duuużo lepsze zarobki... no i może wtedy w końcu zamieszkamy razem i zobaczymy, czy się nie pozabijamy...
Kartki z pamiętnika pewnej wiecznie niezadowolonej z życia emigrantki. I o tym jak to jest dzielić życie z obcokrajowcem, który jest tubylcem :)
Kilka słów o mnie....
Blog ten to mój prywatny pamiętnik, więc piszę w nim, co mi się żywnie podoba, niezależnie od tego, co myślą inni.
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...
Kotek, docieranie sie jest nieuniknione w zwiazku. Po prostu musisz sie nauczyc, ze nie wszystko jest warte awantur i ze nikt nie lubi byc "ulepianym". Zgrzyty to normalka, ja tez sie czepialam u bylych. Awantury, placz, obrazanie sie... Za kazdym razem uswiadamialam sobie jakie to dziecinne i "babskie" i nastepnym razem podchodzilam lagodniej do sprawy. Potrzeba czasu by zrozumiec, bo nic nas lepiej nie nauczy, jak wlasne bledy. Teraz sie smieje, ale wciaz mi glupio za kilka scen, ktore urzadzilam jako 18, 19 i 20-latka... No i od faceta tez zalezy, jak to przyjmuje. Czy to, ze nie usiadl z Toba jest takie wazne? Powiedz mu, ze zalezy Ci na tej chwili w kantynie. A jezeli uwazasz, ze przezyjesz bez niego te pol godziny, to Wam obu pozwoli podocierac znajomosci z innymi kolegami. Po prostu zastanow sie zanim powiesz "I want you to want to do the dishes!" - pewnych rzeczy nigdy nie wywalczysz, bo on jest z Marsa... :)
OdpowiedzUsuńSciskam mocno i zycze powodzenia na rowerze. xx
Kochana, ale ja to wszystko wiem! I to jest w tym najgorsze, byłam już w kilku związkach, ale mam wrażenie, że w ogóle nie uczę się na swoich błędach i często sprawdza się u mnie powiedzenie "Polak mądry po szkodzie"... Problem w tym, że ja wiem, że powinnam dość często odpuszczać, bo to do niczego dobrego nie doprowadzi,ale w danym momencie, po prostu wścieklizna mnie bierze i koniec!! Tzw. bad temper :P Beznadziejna sytuacja, mówię Ci.
OdpowiedzUsuńA powodzenie na rowerze się przyda, dzisiaj mi się nie podobało - czy ja też jestem taka chamska na drodze jak jadę autem?? :/
Uuuu, ja w zeszlym roku pozyczalam rower od wspollokatorki, ale po jednej wyprawie do sklepu ulicami, postanowilam nie wyjezdzac poza sciezki parkowe (cale szczescie mieszkalam nad rzeka na tzw. Taff Trail, co jest jedna dluga sciezka rowerowa). Nie ufam kierowcom, poza tym jako kierowca nie lubie, jak rowerzysci mi sie placza pod kolami. A Madzie P. to przeciez nawet ktos wywrocil na swiatlach w Oxfordzie. Dlatego uwazaj i najlepiej znajdz sobie teren bez aut i wtedy lap kondycje!
OdpowiedzUsuńJa jutro tez na rower-ek. Na silownie, to znaczy. :)
A co do glownej sprawy, to moze stara zasada: "Policz do 10 zanim cos palniesz" poskutkuje?? Warto sprobowac!