Kilka słów o mnie....

Blog ten to mój prywatny pamiętnik, więc piszę w nim, co mi się żywnie podoba, niezależnie od tego, co myślą inni.
Jestem cyniczną, sarkastyczną pesymistką, która zawsze szuka dziury w całym - jak to się ładnie nazywa "drama queen".
Jak nie ma dramatu, to jest nuda, a ja nudy nie lubię.
Lubię za to wyolbrzymiać, taka moja natura.
Dlatego jeśli czytasz, czytaj uważnie, z przymróżeniem oka i czytaj między wierszami.
Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Bo nie wszystko jest takie, jakim mogłoby się wydawać...

poniedziałek, 31 stycznia 2011

kolejna zmiana planów. otóż okazało się, że sklep do którego planowałam się przenieść nie zatrudnia nikogo na pełen etat, czyli odpada kompletnie. nie zredukuję swoich godzin z 38 na 20, bo zwyczajnie mnie na to nie stać. czyli powrót do punktu wyjścia.
moja kierowniczka powiedziała, żebym się postarała o section leadera u nas w sklepie, i tak chyba zrobię, tylko nie wiem, w jakich działach jest taka możliwość, a nie mam kiedy się dowiedzieć, bo choć wszyscy narzekają wkoło, że to jeden z najgorszych Styczni (tak to się odmienia?!) od wielu lat, to u nas kołomyja jak cholera. dziś nas system pobił rekord ilości zamówień, zazwyczaj jest ciężkawo przy około 200, a dziś "spadło" 287!! masakra jakaś. nadgodzin - w pewnym sensie niechcianych, bo ile można? - naciukałam tyle, że znając pana, który dostaje pieniądze ukryte pod nazwą tax na moim pejslipie, to będzie miał na mój koszt piękną kolację, jak nie kilka...
pożyjemy zobaczymy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz