no i co to za wielkanoc, dają sobie po czekoladowym jajku, niektórzy w ramach szaleństwa ugotują parę jajek i zrolują z górki (nawet nie na wyścigi), zamówią chińszczyznę przez telefon, ewentualnie sami usmażą rybę z frytkami i podgrzeją zielony groszek, pójdą na zakupy i... tyle!
ja tam jakąś wielką tradycjonalistką nie jestem, więc nie poszłam do kościoła, nie było święconki, stół się nie uginał - bo i po co? jest nas dwoje i oboje panicznie boimy się nadwagi :D
ale przynajmniej w niedzielę nie chciałam całej tej komercji. dziś już poszliśmy połazić po centrum handlowym, bo zwyczajnie nie było co robić, a inwalida w domu już wariuje...
i narwałam sobie dziś trochę dzikiego bzu - teraz pachnie w całym domu :)
właśnie niedawno się "obudziłam", że zostały mi tylko dwa tygodnie do wyjazdu do domu, muszę sobie wymyśleć jakieś ubranie i takie tam... no i tydzień zanim dowiemy się czy jadę sama czy we dwójkę...
tymczasem, siedzimy na kanapie po obiedzie. czekam na komplementy, ale te nie nadchodzą, więc mówię do P.:
- "tell me something nice (powiedz mi coś miłego)"
na co on
- "something nice? (coś miłego?) jeden, dwa trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć".
nauczył się liczyć po polsku do dziesięciu i to miało być moje coś miłego :) a ja głupia czekałam na zwykły "obiad był pyszny" :D
ja tam jakąś wielką tradycjonalistką nie jestem, więc nie poszłam do kościoła, nie było święconki, stół się nie uginał - bo i po co? jest nas dwoje i oboje panicznie boimy się nadwagi :D
ale przynajmniej w niedzielę nie chciałam całej tej komercji. dziś już poszliśmy połazić po centrum handlowym, bo zwyczajnie nie było co robić, a inwalida w domu już wariuje...
i narwałam sobie dziś trochę dzikiego bzu - teraz pachnie w całym domu :)
właśnie niedawno się "obudziłam", że zostały mi tylko dwa tygodnie do wyjazdu do domu, muszę sobie wymyśleć jakieś ubranie i takie tam... no i tydzień zanim dowiemy się czy jadę sama czy we dwójkę...
tymczasem, siedzimy na kanapie po obiedzie. czekam na komplementy, ale te nie nadchodzą, więc mówię do P.:
- "tell me something nice (powiedz mi coś miłego)"
na co on
- "something nice? (coś miłego?) jeden, dwa trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć".
nauczył się liczyć po polsku do dziesięciu i to miało być moje coś miłego :) a ja głupia czekałam na zwykły "obiad był pyszny" :D
cudów od chłopa nie wymagaj to tylko chłop! ;)
OdpowiedzUsuńTo i tak pieknie. Matko, zeby moj do dziesieciu policzyl! Od do dwoch nie potrafi :)
OdpowiedzUsuńJJ - no właśnie tego nie mogę zrozumieć :)
OdpowiedzUsuńMagda - a ja myślałam, że to całkiem słabo. Może jednak powinnam go więcej doceniać, bo ze 100 wyrazów i zwrotów chyba zna :)
Moj wciaz tylko "rzeżączka" i "tatuś polej" umie powiedzieć. Przestalam wymagac, poczekam az go nasze dzieci jezyka naucza... :)
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki za dobre wiesci co do gipsu Pitera... :)
no właśnie to jest chyba najgorsze, że ich niepowodzenia nas zniechęcają, a nie powinny.
OdpowiedzUsuńa gdy dziś kazałam P. dać mi buzi 10 razy z głośnym odliczaniem, to zamiast "sześć" wyszło "cześć", a zamiast "dziewięć" wyszło... "jestem"!!! :D
Ja ostatnio slysze a Marcus sobie w lazience powtarza: kapie sie, siusiam, spie...
OdpowiedzUsuńhaha, powoli, powoli moze sie nauczy :)
eee, no to też ładnie. pytanie tylko czy mówi poprawny czasownik przy danej czynności :)
OdpowiedzUsuńto by była komedia gdyby mówił śpię siusiając itp. :)
Powiedzial kiedys siusiam czytajac :) Troche sie przestraszylam, haha.
OdpowiedzUsuń