minęły trzy tygodnie, a ja jeszcze się nie przyzwyczaiłam.
w domu mnie nie ma całymi dniami, jak już jestem, to jestem zmęczona i sfrustrowana, bo w domu nawet palcem nietknięte.
skończyły się domowe obiadki i pieczenie ciast. na nic nie mam czasu, ani siły.
i zastanawiam się, po co mi to było?
stresuję się strasznie, choć nie ma o co. praca śni mi się noc w noc.
Pitola widuję po 15 minut dziennie... bo tak nam się grafiki układają. nie wiem, czy to da się przetrwać.
nie, jeszcze nie zrezygnuję, poczekam, może się przyzwyczaję.
albo spróbuję wytrzymać kilka miesięcy i poszukam pracy jako superwajzor.
aż strach się bać, co będzie w święta. pewnie 250godz. w miesiącu :(
a z pozytywów.
P dzisiaj wypalił ni z tego ni z owego: "co mi kupisz na naszą rocznicę?".
no to spojrzałam jak na debila, bo nasza druga rocznica będzie za jakieś 7... tygodni!
nie wiem czy będę miała czas na cokolwiek w zasadzie, bo do sklepów nie mam kiedy łazić.
i za chiny nie mogliśmy sobie przypomnieć, co sprezentowaliśmy sobie rok temu...
głupki :)
w domu mnie nie ma całymi dniami, jak już jestem, to jestem zmęczona i sfrustrowana, bo w domu nawet palcem nietknięte.
skończyły się domowe obiadki i pieczenie ciast. na nic nie mam czasu, ani siły.
i zastanawiam się, po co mi to było?
stresuję się strasznie, choć nie ma o co. praca śni mi się noc w noc.
Pitola widuję po 15 minut dziennie... bo tak nam się grafiki układają. nie wiem, czy to da się przetrwać.
nie, jeszcze nie zrezygnuję, poczekam, może się przyzwyczaję.
albo spróbuję wytrzymać kilka miesięcy i poszukam pracy jako superwajzor.
aż strach się bać, co będzie w święta. pewnie 250godz. w miesiącu :(
a z pozytywów.
P dzisiaj wypalił ni z tego ni z owego: "co mi kupisz na naszą rocznicę?".
no to spojrzałam jak na debila, bo nasza druga rocznica będzie za jakieś 7... tygodni!
nie wiem czy będę miała czas na cokolwiek w zasadzie, bo do sklepów nie mam kiedy łazić.
i za chiny nie mogliśmy sobie przypomnieć, co sprezentowaliśmy sobie rok temu...
głupki :)